piątek, 27 czerwca 2014

System zabezpieczenia finansowego cz 1

Wstęp

     Planując zmianę swojego życia, bądź „ulepszenie” tego, które mamy nie powinniśmy zapominać o jednym z najważniejszych jego aspektów, a mianowicie o stabilizacji. Człowiek, jako osoba społeczna najlepiej czuje się w życiu wtedy, kiedy jest ono poukładane, stabilne i przewidywalne, kiedy uregulowana jest jego sytuacja rodzinna, finansowa, towarzyska i zawodowa. Można wtedy odnieść złudne wrażenie, że -posiadając wszystko, czego nam w życiu potrzeba- jesteśmy szczęśliwi. 

    Sytuacja jednak w naszym kraju na rynku pracy, po reformie ustrojowej, jest mało przewidywalna. Minęły czasy kiedy nasi rodzice, czy dziadkowie rozpoczynali karierę zawodową i po trzydziestu, czterdziestu latach kończyli ją w tym samym zakładzie pracy a sytuacja, że ktoś mógłby być bezrobotnym była nie do pomyślenia. Obecnie w każdej chwili możemy zostać zwolnieni z pracy lub firma, w której pracujemy może zbankrutować. Nieprzeliczone są przypadki ludzi pracy, którzy do tej pory nie uzyskali zaległych świadczeń. Nic więc dziwnego, że dobra sytuacja finansowa ma bardzo istotny wpływ na poziom naszego życia i poczucia spełnienia w nim. 
 
     Bardzo roztropnym krokiem z naszej strony będzie zatem zapewnienie sobie stabilizacji finansowej nie tylko w teraźniejszym czasie, ale także w przyszłym. Przyszłość jest dla nas mało przewidywalna. Możemy zaplanować życie nawet na kilkanaście lat naprzód, ale nie znając naszego „przeznaczenia” są to raczej tylko pobożne życzenia. Już jutro możemy zostać potrąceni przez samochód lub mieć wylew i resztę życia spędzić w łóżku będąc sparaliżowanym. Trudno przed tym uchronić się. Są jednak takie zdarzenia którym możemy zapobiec lub zminimalizować ich niekorzystne działanie. Jednym z takich działań jest stworzenie rozbudowanego systemu zabezpieczenia finansowego.

   Dawniej zbierało się oszczędności do tak zwanej „skarpety”. Były to pieniądze odłożone na „czarną godzinę”, aby w razie nieprzewidzianych wydatków mieć skąd zasilić budżet domowy. Taki model jest jednak bardzo przestarzały i mało efektywny. Przeważnie pieniądze te leżą na koncie osobistym lub w domu (ach te kobiety...). Nie chowajcie pieniędzy w szafce między poszwami lub bluzkami! Zainwestujcie je! Szczególnie ten apel kieruję właśnie do kobiet, które w tym temacie nie wykazują zbyt dużej pragmatyki. Nie potrafią zrozumieć, iż sto złotych odłożone i schowane w szafie, po roku nie będą już tyle samo warte. Z tej wartości uszczknie inflacja, nie tylko ta oficjalna, rządowa, ale także ta realna, domowa: podwyżki opłat i żywności. 

    Kiedy rząd podaje inflację na poziomie trzech, czterech procent, w rzeczywistości dla przeciętnego gospodarstwa wyniesie ona dziewięć, dziesięć procent. Każdy może przekonać się o tym osobiście. Wystarczy policzyć chociażby same opłaty, ile płacimy teraz, a ile płaciliśmy rok temu. Wzrost za każdym razem będzie wyższy od „oficjalnej” inflacji. Skąd taka dysproporcja? Różnica jest w sposobie liczenia, tak zwanym koszyku produktów i usług. 

    Urząd Statystyczny obliczając wskaźnik inflacji bierze pod uwagę wszystkie działy konsumpcjonizmu, nie tylko żywność i opłaty, ale także odzież, sprzęt komputerowy, RTV, AGD, a nawet usługi dla ludności, takie jak usługi budowlane, medyczne czy adwokackie. Niektóre z tych produktów, jak chociażby sprzęt komputerowy, czy RTV nie tylko, że po roku nie drożeje, ale wręcz tanieje. To one właśnie zaniżają prawdziwą inflację z jaką spotykamy się na co dzień. Naszymi bowiem podstawowymi składnikami tego „koszyka” są opłaty i żywność, czyli te składniki, które zawsze drożeją. Nie co dzień przecież kupujemy nowy sprzęt elektroniczny i nie codziennie korzystamy z usług firmy budowlanej, czy adwokata. 

wtorek, 24 czerwca 2014

UFO- prawda i mity cz 3

zdjęcia UFO
UFO nad San José de Valderas dnia 01.07.1967r                               
 
zdjęcia UFO
UFO nad miastem Passoria (New Jersey) dnia 31.07.1952r                             
 

 Eduard "Billy" Meier

     Jedna z najbardziej kontrowersyjnych historii o UFO to historia przedstawiona przez Eduarda "Billy" Meiera. Oprócz swojej niesłychanie ciekawej opowieści przedstawił on także bardzo dużą liczbę zdjęć UFO, oraz jeden film nakręcony kamerą 8 mm. Jedno z jego zdjęć przedstawiamy poniżej. 

zdjęcia UFO
Eduard Meier z Plejadanką Semją                     


     Wszystkie jego zdjęcia są równie dobrej jakości jak te tutaj przedstawione, i wszystkie tak samo efektowne. Próby udowodnienia że są to fałszerstwa spełzły na niczym. Wszystkie badania jakim poddano te fotografie potwierdzają ich autentyczność. Ale, jeżeli teraz wysłuchamy opowieści pana Meiera, to już na prawdę nie wiemy co o tym wszystkim myśleć. Ufolodzy także nie wiedzą. Zdania wśród nich są podzielone. Jedni uważają, że to wszystko co przedstawia Meier to jedno wielkie oszustwo, a drudzy przeciwnie, uważają, że to wszystko jest najszczerszą prawdą. Zresztą osądźcie sami:


     Eduard Meier utrzymuje, że od około 1975 roku jest w ciągłym kontakcie telepatycznym z istotami pozaziemskimi pochodzącymi z Plejad, czyli z grupki gwiazd widocznych gołym okiem w gwiazdozbiorze Byka. Mało tego, twierdzi on, że spotyka się z nimi czasem, zwłaszcza z jedną młodą Plejadanką imieniem Semja. Ma ona 340 lat, co jest niedużo w porównaniu z wiekiem do jakiego dożywają Plejadanie. Wielokrotnie też miał podróżować z nimi po naszej Galaktyce. I co wy na to? 

czwartek, 19 czerwca 2014

UFO- prawda i mity cz 2

 Dowody na istnienie UFO


     Jakie to są te stuprocentowo pewne przypadki UFO o których wspominają ufolodzy? Zjawisko UFO to nie tylko latające talerze, czy ogniste kule pędzące po niebie. To także lądowania UFO na Ziemi, badania flory i fauny, oraz uprowadzanie ludzi w celach badawczych. Raczej nie zdarzają się przypadki uśmiercania ludzi. Kasują tylko człowiekowi pamięć z tego okresu, kiedy był badany i puszczają wolno, czasem nawet o kilkadziesiąt kilometrów dalej od miejsca uprowadzenia. Cała ta grupa zjawisk nazywa się "Bliskie spotkania trzeciego stopnia" i stanowi najbardziej nieprawdo-podobną część tego zagadnienia. 

    Zdarzają się oczywiście ludzie, którzy dla zdobycia rozgłosu kłamią, że zostali porwani przez UFO, albo że rozmawiali z nimi. Oczywiście: takie relacje, że ktoś widział lądujące UFO, albo że został przez UFO porwany trudno jest zweryfikować. Część z nich na pewno jest oszustwem, ale ufolodzy mają w swoich zbiorach i takie relacje, które są bardzo dobrze udokumentowane i sprawdzone. 

    Do takich namacalnych dowodów na istnienie UFO należą np. ślady odbite w ziemi przez lądujące pojazdy, albo wypalona trawa. Jeżeli chodzi o uprowadzenia ludzi, to bardzo przydatnym narzędziem tutaj jest hipnoza. Za jej pomocą można odblokować pamięć. A kłamać pod hipnozą nie każdy już potrafi, w dodatku jeszcze symulować te wszystkie odczucia (płacz, strach), które towarzyszyły temu w danej chwili, ponieważ pod hipnozą człowiek jakby jeszcze raz od nowa wszystko przeżywał. 

    Innymi takimi dowodami mogą być różne ślady na ciele człowieka, np. oparzenia, blizny, a nawet małe implanty, które wszczepiono do mózgu człowieka. Zdjęcia rentgenowskie pokazują, że one rzeczywiście tam są, ale żaden chirurg nie zdecyduje się na ich usunięcie, ponieważ są one w takim miejscu "zamontowane", że każda interwencja chirurgiczna może się źle skończyć dla człowieka. Co zatem zrobić z takimi dowodami? Istnieje chyba tylko jedno wyjście: Ufolodzy powinni razem z naukowcami porządnie przebadać te "stuprocentowo pewne" przypadki i raz na zawsze albo je odrzucić, albo potwierdzić.

     Zamiast zakończenia damy taki problem do przemyślenia: A gdzie jest powiedziane, że UFO, jak i uprowadzanie ludzi są przejawem istnienia Kosmitów? A czy nasze rządy, zwłaszcza supermocarstw, nie mogły osiągnąć w tajemnicy przed społeczeństwem już tak wysokiego poziomu technologicznego żeby konstruować pojazdy latające o tak zadziwiających własnościach jakie posiadają latające talerze. Przecież nie jest tajemnicą, że bogate państwa posiadają supertajne ośrodki badawcze, w których pracuje się nad nowymi technologiami. Jednym z takich wynalazków są np. samoloty niewidzialne dla radarów.
     W jakim celu więc porywaliby ludzi? Odpowiedź może być taka: Eksperymenty na ludziach oficjalnie są zabronione, ale coraz częściej dla niektórych naukowców zakaz ten jest uciążliwy. Cóż zatem zrobić? Przebrać się za Kosmitę i zwalić całą winę na niego. To są oczywiście daleko idące spekulacje, ale kto da głowę, że tak nie może być?
 

wtorek, 17 czerwca 2014

UFO- prawda i mity cz 1

Obserwacje UFO

     Wielkie emocje wzbudzają zawsze różnego rodzaju doniesienia o tym, że oto znowu ktoś, gdzieś widział latające talerze, jednym słowem UFO. Towarzyszy temu zawsze taki mały dreszczyk emocji, że znowu przybysze z innych planet, pozaziemskie cywilizacje zamanifestowały swoją obecność. Zaraz po tym pojawia się jednak powątpiewanie: e, gdzie tam, ktoś to musiał wymyślić. Może rzeczywiście coś widział, ale latającym talerzem na pewno to nie było.

    Tak, jak w marcu 1999r: wiele osób donosiło z jednego z regionów Polski o tym, że obserwuje dziwne światło na niebie, które przez lornetkę okazywało się być dwoma będącymi blisko siebie obiektami. Ponadto, obiekty te powoli przesuwały się po niebie. Jak się potem okazało były to dwie planety które akurat znalazły się blisko siebie. A to, że się przesuwały to nic niezwykłego. W końcu nieboskłon, w swoim cyklu dobowym obraca się a wraz z nim także i planety. 

    Spośród blisko kilkutysięcznej liczby obserwacji "UFO" (z czego niecałe tysiąc to "nasze", z terenu Polski), większość da się wytłumaczyć w podobny sposób jak ten przedstawiony powyżej, tzn. bez uciekania się do obecności Kosmitów. Należy też wyjaśnić, że sam skrót UFO (Unidentified Flying Objects) oznacza "Niezidentyfikowany Obiekt Latający" i nie mówi nic o latających talerzach, ani o Kosmitach. Przymiotnik "Niezidentyfikowany" oznacza, że obserwatorzy widzą coś, ale nie wiedzą co. Są jednak naukowcy, którzy się tym zajmują i wiedzą co to może być. Mogą na przykład sprawdzić, czy w danym rejonie leciał samolot. Jeżeli leciał i godzina jego przelotu zgadza się z godziną obserwacji "UFO" można przypuszczać, że to właśnie on był tym "latającym talerzem".


 Projekt Blue Book


     Jeden z amerykańskich programów badawczych, Projekt Blue Book zajmujący się zjawiskiem UFO podaje takie wyniki swoich badań: Na 1593 zbadanych przez nich przypadków 18,51% okazało się być różnego rodzaju balonami, 11,76% samolotami, 14,20% zjawiskami astronomicznymi, 1,66% oszustwami, a 4,21% stanowiła grupa określona jako "Inne wyjaśnienia" (gromady ptaków, odbicia reflektorów lotniczych w chmurach itp). 22,72% stanowiły doniesienia, które zawierały za mało informacji do tego, aby określić czym mogły być. Pozostała ostatnia grupa: "Nie wyjaśnione". Jest ich 26,94%, czyli 429 przypadków i są to te przypadki, w których nawet naukowcy nie wiedzą co takiego mogło to być. Kosmici? Możliwe. Kto wie?

     Weźmy na przykład taką obserwację z końca czerwca 1959r z Nowej Gwinei: Nadleciało kilka świecących obiektów w kształcie odwróconego spodka i zawisło w pobliżu wioski. Wokół miały małe wybrzuszenia. Na jednym z nich ukazała się postać. Kiedy mieszkańcy wioski pomachali jej, postać ta także do nich pomachała. Kiedy powtórzyli czynność, powtórzyła także i postać. Potem obiekty odleciały. W kilku kolejnych dniach "odwiedzin'' podobnych obiektów było w tym rejonie jeszcze kilka. I co zrobić z takim fantem? Jest kilkadziesiąt świadków, którzy widzieli to samo, a jednak jakoś trudno nam w to wszystko uwierzyć.

Chmury w kształcie UFO

 UFO w poprzednich wiekach

     Wspomnieliśmy już o dwóch przypadkach NOLi. Przytoczmy jeszcze kilka, tym razem z XIX wieku: 1 sierpnia 1871r w Marsylii (Francja), wielu mieszkańców widziało wielki, czerwony dysk, który najpierw wsiał nieruchomo w powietrzu, potem przesunął się trochę na północ, potem znowu zatrzymał się, by po około dwudziestu minutach odlecieć z bardzo dużą prędkością na wschód.

wtorek, 10 czerwca 2014

Podróże międzygwiezdne

 4. Podróże międzygwiezdne


     Mimo, iż podróże do innych gwiazd pozostają dla nas na razie tylko w sferze marzeń, to jednak fizycy próbują już analizować ten problem z punktu widzenia obowiązującej obecnie fizyki. Okazuje się, że nie jest to takie proste jak się nam wydaje. Wszechświat jest po prostu za duży na to, aby sobie swobodnie po nim podróżować. I nie chodzi tu tylko o nasze możliwości techniczne. Wydaje się, że sama przyroda także nie za bardzo chce nam na to pozwolić. Nawet jeślibyśmy lecieli z największą możliwą prędkością, jaka w przyrodzie istnieje, czyli z prędkością światła, to i tak na niewiele by się nam to zdało. Nadal, w większości przypadków podróże do innych gwiazd byłyby mało realne.

     Możemy to sobie łatwo wyobrazić za pomocą przykładów. Zakładamy, że dysponujemy takimi rakietami, które mogą poruszać się z prędkościami bardzo bliskimi prędkości światła. Celowo tak napisaliśmy, ponieważ teoria względności mówi nam, że nic co posiada masę, nigdy nie osiągnie prędkości światła. Przy takich prędkościach lot na Księżyc trwałby tylko jedną sekundę (normalnie, za pomocą naszych rakiet podróż taka trwa kilka dni), Słońce osiągnęlibyśmy po ośmiu minutach, ale najbliższą już gwiazdę osiągniemy dopiero po upływie ponad czterech lat. A co z tymi gwiazdami, które są w większej odległości od nas? Wygląda na to, że każda podróż do nich staje się podróżą tyko w jedną stronę

    Wyobraźmy sobie, że musimy poświęcić na podróż 50 lat, tzn. że po 50 latach dotrzemy dopiero do gwiazdy, ale teraz, chcąc wrócić z powrotem na Ziemię, znowu musimy poświęcić 50 lat, a tego już nikt nie przeżyje. Tak na marginesie możemy tutaj wspomnieć, że gdybyśmy chcieli opuścić naszą Galaktykę i udać się do drugiej galaktyki, to zajęłoby to nam 160 tysięcy lat w jedną stronę! To jest tylko jeden z problemów. 

    Drugi, też bardzo ważny, pochodzi od teorii względności, która mówi, że przy tak dużych prędkościach dylatacja czasu (czyli spowolnienie czasu na skutek szybkiego poruszania się) jest tak wielka, że nie będzie już do kogo wracać. Załóżmy, że chcemy lecieć do najbliższej nam gwiazdy z prędkością 0,9999999 prędkości światła, czyli z jakieś 299 794 km/s. W takim wypadku musimy być przygotowani na to, że, gdy u nas miną cztery lata, to w tym samym czasie'' na Ziemi minie 10 tys. lat. Mimo, brzmi to trochę niewiarygodnie, wszelkie nasze doświadczenia potwierdzają te efekty, o których mówi teoria względności. 

    Widać stąd wyraźnie, że tak źle, i tak niedobrze. Chcąc zwiększyć prędkość rakiety, aby w krótszym czasie dotrzeć do danej gwiazdy, musimy automatycznie liczyć się z tym, że tym większa wystąpi różnica między naszym czasem, a tym na Ziemi.


     Wydawać by się zatem mogło, że teoria względności nie pozwala nam za bardzo na podróże międzygwiezdne, a tym bardziej już na podróże międzygalaktyczne, ale jest to błędny pogląd. Inny wynalazek" tej teorii podaje nam sposób obejścia tych wszystkich trudności. Chodzi mianowicie o fakt, że nasza przestrzeń w której żyjemy jest zakrzywiona, przez co linia prosta łącząca dwa oddalone od siebie punkty wcale nie musi być najkrótszą drogą między nimi. W związku z tym powstał pomysł, jak można szybko pokonywać duże odległości. Wystarczy tylko odpowiednio zakrzywić przestrzeń wokół nas, a potem polecieć drogą na skróty, tak jak to pokazuje rysunek:

piątek, 6 czerwca 2014

Kontakt z obcymi cywilizacjami cz 4

 Kosmiczne listy


     Nie jest to jedyny sposób wysyłania w Kosmos obrazów, ale ten akurat jest najszybszy, chociaż i tak dotrze on do miejsca swojego przeznaczenia (gromady gwiazd M13) dopiero za 24 tys. lat. Bardziej bezpośrednim przekazem są listy" umieszczane na powierzchni naszych statków kosmicznych. Pierwszy jednak taki list" został umieszczony nie na statku kosmicznym, lecz na Księżycu, podczas jednej z wypraw amerykańskich astronautów. Na list ten składają się pozdrowienia prezydentów 74 państw, przemówienia amerykańskich prezydentów, fragment kodeksu USA o nawigacji powietrznej i kosmicznej, oraz kilka niepotrzebnych nikomu list z nazwiskami, np. nazwiska wszystkich członków Kongresu Amerykańskiego. No cóż, takie były początki...
 

     O wiele lepsze informacje zawarto w listach umieszczonych na sondach kosmicznych „Pionier" i „Voyager". Sondy te zostały wystrzelone w latach siedemdziesiątych XX wieku aby zbadały planety naszego Układu Słonecznego. Po zakończeniu misji zostały one wysłane w Kosmos. Obecnie sondy te od kilkudziesięciu już lat lecą sobie gdzieś w przestrzeni międzygwiezdnej. Na ich pokładach zamocowane są nasze listy. 

    Jeżeli chodzi o "Voyagera", to umieściliśmy na nim miedziane płyty gramofonowe, oczywiście razem z odpowiednim urządzeniem odtwarzającym z nagranymi na nich różnymi dźwiękami pochodzącymi z Ziemi. A więc, najpierw Kosmici usłyszą różne rodzaje muzyki jaką człowiek stworzył, między innymi: arię z opery Mozarta Zaczarowany flet", początek V symfonii Beethovena, utwory jazzowe, muzykę dalekowschodnią, oraz ludowe melodie afrykańskie. Po muzyce następują odgłosy towarzyszące trzęsieniu ziemi, wichurze, deszczowi, dźwięki jakie wydają zwierzęta no, i oczywiście ludzkie głosy, w postaci pozdrowień w różnych językach świata. Poza dźwiękami umieszczono jeszcze ponad setkę zdjęć ukazujące rozmaite sceny z życia ludzi. Tak więc, taki list niesie już pełną informację o nas i o naszej planecie.


Carl Sagan                              fot.NASA
     Najbardziej jednak znanym „listem" do Kosmitów jest list umieszczony na sondzie Pionier 10" (poniżej). Jego autorami są Frank Drake i Carl Sagan. List ten jako pierwszy podaje Kosmitom miejsce w Kosmosie, gdzie należy nas szukać, choć naprawdę trudno to komuś z drugiego końca Wszechświata wyjaśnić, gdzie się znajdujemy. Spójrzmy zatem na rysunek. Jest to przykład bardzo prostego listu, niemniej jednak niosącego ze sobą bardzo ważne informacje. A więc przede wszystkim widzimy na nim postacie ludzkie: mężczyznę i kobietę. Mężczyzna ma podniesioną rękę na znak powitania. Postacie te stoją na tle naszkicowanej sondy co ma sugerować, że jesteśmy jej twórcami. Na dole przedstawiony jest nasz Układ Słoneczny. Te duże kółko to Słońce, po nim następują planety: Merkury, Wenus, Ziemia, Mars, Jowisz, Saturn, Uran, Neptun i Pluton. Od Ziemi poprowadzona jest strzałka, która wskazuje na mały rysuneczek wyobrażający sondę. Dla każdego chyba jest to oczywista informacja, że sonda ta pochodzi właśnie z tej planety. Nad, lub pod planetami widoczne są znaki, które określają ich odległości od Słońca. Jako jednostki użyto wartość 21 cm., co jest zaznaczone poziomą kreseczką między tymi dwoma kółkami na górze rysunku. Same kółka zaś symbolizują dwa atomy wodoru, każdy w innym stanie kwantowym.



List kosmiczny                                                                                 fot.NASA

Zakupy: