piątek, 21 marca 2014

Kim byli święci, część 1

 Kto może zostać świętym


     Bardzo często wspomina się o świętych, czy to w kościele, czy w życiu codziennym, modli do nich, czy za ich wstawiennictwem prosi się Pana Boga o różne łaski, czasem nawet podaje się za przykład któregoś z nich, aby pobudzić wiarę wiernych. Nie często jednak zastanawiamy się nad istotą samej świętości. Nie uważamy świętych za zwykłych ludzi. Bardziej kojarzą się nam z istotami podobnymi do aniołów, które przebywają w niebie i cieszą się bliskością Pana Boga.

     Kiedy zagłębimy się w temat z większą uwagą stwierdzimy ze zdziwieniem, że każdy ze świętych był swego czasu zwykłym człowiekiem, może czasami nieco trochę bardziej rozmodlonym od innych, lub przeciwnie: był wielkim grzesznikiem, który opamiętał się i diametralnie zmienił swoje życie. Pomiędzy świętymi, kanonizowanymi przez Kościół, są bowiem zarówno królowie jak i żebracy, przedstawiciele każdego zawodu, niewolnicy, pustelnicy, matki rodzin, kalecy, żołnierze, każdej narodowości i pochodzenia. We wczesnym chrześcijaństwie świętość przypisywana była na przykład przez tradycję religijną, mianowicie, wszyscy męczennicy od razu po śmierci byli uznawani za świętych. Z czasem wypracowano szczegółowe normy dotyczące ogłoszenia danej osoby świętą. 

   W tej chwili oficjalne uznanie za świętego poprzedza skomplikowany proces kanonizacyjny, który może rozpocząć się dopiero po beatyfikacji danej osoby, czyli po uznaniu go za błogosławionego. Kandydat na świętego musi odznaczać się cnotami heroicznymi, a także za jego przyczyną musiał się wydarzyć cud (czyli zjawisko o charakterze nadprzyrodzonym) uznany przez Kościół. Do kanonizacji wymaga się jednego cudu, który nastąpił po beatyfikacji. Spróbujmy więc sprecyzować co to znaczy być świętym. 


    Najkrócej można powiedzieć, że bycie świętym to upodobnić się we wszystkim do Chrystusa: w myślach, uczuciach, słowach i czynach. Pisze o tym chociażby święta Faustyna: "Ojciec Niebieski o tyle dusze nasze uwielbi i uzna je, o ile będzie w nas widział podobieństwo do Syna Swego". Najbardziej charakterystyczną cechą
św. Faustyna                 fot. Wikimedia
świętości jest miłość do ludzi, a przede wszystkim do Boga, która determinuje każdą myśl i każdy czyn człowieka. Siostrze Marii od Krzyża, której pewna dusza czyśćcowa na polecenie Pana Boga pomagała w drodze do świętości powiedziała na przykład tak: "Jezus chce, byś wszystko czyniła wyłącznie dla Niego i dla Jego chwały, byś też uznała Go za powiernika we wszystkich radościach i smutkach; żebyś nie robiła niczego, choćby najmniejszej rzeczy, bez proszenia Go o radę i światło; żebyś chciała mieć tylko Jego, jako nagrodę za wszystko co będziesz czyniła", oraz "Miej tylko jedno pragnienie: kochać dobrego Boga wciąż coraz bardziej, jednoczyć się z Nim coraz pełniej. Oto twoje główne zadanie: stałe pogłębianie życia wewnętrznego i coraz doskonalsze zjednoczenie z twoim Jezusem. Powinnaś żyć w głębi swej duszy, zjednoczona z Jezusem przez cierpienia fizyczne i duchowe, a zwłaszcza przez miłość". Ten typ miłości odnajdujemy u świętej Faustyny: "O Jezu mój, Tyś życiem życia mojego. Ty wiesz dobrze, że nie pragnę niczego prócz chwały Imienia Twego, i aby dusze poznały dobroć Twoją. Czemu stronią dusze od Ciebie Jezu – nie rozumiem tego. O, gdybym mogła serce moje posiekać na najdrobniejsze części i w ten sposób ofiarować Ci Jezu, każdą cząstkę jakoby serce całe, aby ci, choć w cząstce wynagrodzić za serca, które Cię nie kochają. Kocham Cię Jezu każdą kroplą krwi mojej i przelałabym chętnie za ciebie, aby Ci dać dowód szczerej swej miłości. [...] Niczym jest wszystko w porównaniu z Tobą. Cierpienia, przeciwności, upokorzenia, niepowodzenia, posądzania, jakie mnie spotykają, są drzazgami, które rozpalają miłość moją ku Tobie Jezu".  

    Czytając żywoty świętych, można wnioskować, że są dwa typy świętych: tacy, co się oddają kontemplacji i tacy, co życie poświęcają pracy czynnej. W rzeczywistości wszyscy oni byli podobni do siebie. Życie wszystkich było przepojone modlitwą. Modlitwa była ich główną czynnością. Ich dobre uczynki były cenne dlatego, że wypływały z modlitwy, oraz z miłości.


     Czy zatem każdy może zostać świętym? Oczywiście. Każdy człowiek jest powołany do świętości i bez względu na to, że
może się wydawać, iż nasze życie do świętości się nie nadaje – otrzymujemy łaskę dostateczną, jeśli z nią współdziałamy, aby dojść do świętości. Potwierdza to święta Faustyna w swoim "Dzienniczku duchowym": "Niech żadna dusza nie wątpi, chociażby była najnędzniejsza, póki żyje– każda może się stać wielką świętą, bo wielka jest moc łaski Bożej. Od nas zależy tylko nie stawiać oporu działaniu Bożemu". Nie jest to łatwe zadanie, wręcz przeciwnie: -mówiąc żartem- jest piekielnie trudne, ale dlatego też tylko nieliczni zostają uznanymi za świętych. Z drugiej jednak strony w Piśmie świętym czytamy słowa Boga: “Jarzmo moje jest słodkie, a ciężar lekki”. Mówi o tym dusza czyśćcowa: "Nie ma świętości bez cierpienia! Gdy jednak pozwolisz swobodnie działać w sobie łasce, gdy Jezus posiądzie twą wolę, a ty pozwolisz Mu być nad sobą Panem absolutnym– wówczas krzyże, choćby były ciężkie, nie będą już ciążyły. Miłość wszystko pochłonie. Do tego czasu będziesz cierpiała, i to nawet niemało". Święta
św. Teresa z Avilla                               fot. Wikimedia
Terasa z Avilla dodaje: "
Pokój wewnętrzny jest tak głęboki, że słodycze czy przy- krości nie mają prawie żadnej siły, by go zamącić...", oraz: "W niemałych utrapieniach, prze- śladowaniach i przeciwieństwach, jakie miałam do zniesienia w ciągu tych miesięcy Bóg mi dodawał wielkiej odwagi, tym wię- kszej, im większa na mnie uderzała burza, tak iż zgoła mi się nie przykrzyło cierpieć". Błogosławiona Aniela Salawa pisze
bł. Aniela Salawa                                   fot Wikimedia
wręcz tak:
"Gdyby- ście mogli ujrzeć ten ogrom przy- szłej chwały przy- znany cierpieniom ludzkim na ziemi, wtedy prosilibyście sami o więcej krzy- ży i cierpień".

 

 

 


Jak zostać świętym


     To, co jest takie trudne w drodze do Boga to bezwarunkowa miłość i pokora. Nasza zwierzęca natura ostro buntuje się kiedy ma "nastawić drugi policzek", kiedy ma kochać swoich krzywdzicieli. Nie zgadzamy się także na to, aby naszym jedynym celem w życiu był Pan Bóg. Chcemy przecież dobrze się bawić, dobrze zjeść, mamy tysiące niepotrzebnych zajęć i zainteresowań, telewizję, komputer, internet... Nie chcemy z tego rezygnować. Tego jednak świętość wymaga: całkowite ogołocenie się z tej ziemskiej natury. W końcu mamy być (i po śmierci będziemy) istotą duchową. Jedyną więc wartość w oczach Boga mają wartości duchowe: miłość, wiara, pokora, ufność Bogu. Dusza czyśćcowa prowadząca s. Marię od Krzyża powiedziała, że w oczach Boga wartość mają tylko te uczynki, które były wykonane z miłością. Pozostałe są bez wartości.


Tajemnica cierpienia


     Skoro święty ma upodobnić się do Jezusa, więc rozumie i zgadza się, że największy hołd odda Jezusowi i Bogu wtedy, kiedy będzie -tak, jak jego Mistrz- cierpiał w pokorze i w cichości. Musi to być jednak jego dobrowolna decyzja, ponieważ Pan Bóg nie chce wpływać na naszą wolną wolę. Pisze o tym błogosławiona Aniela Salawa: "Czuję, że Pan Bóg nie przymusza, ale mile zaprasza i zachęca do przyjmowania dobrowolnych cierpień, jakby dla ulżenia tego, co Sam cierpi, ale wolę zostawia i czeka zezwolenia...". Tutaj też leży cała tajemnica naszej wiary. Sami od siebie niewiele jesteśmy w stanie zrobić, potrzebujemy pomocy i łaski bożej, ale to my musimy zrobić ten pierwszy krok. Kiedy otworzymy swoje serce na Boga i zgodzimy się na Jego kierownictwo, wtedy obsypuje nas różnymi łaskami, nie jednakowymi, tylko każdy otrzymuje zgodnie z bożą wolą i Jego planem względem nas. Oczywiście znoszenie w cichości cierpień jest bardzo trudne do zaakceptowania, wręcz przerażające. Nawet przyszli święci, czy błogosławieni czasem boją się tego tak, jak na przykład wspomniana wyżej Aniela Salawa: "Tak było powiedziane, że gdybym się zgodziła na to, to by dał Pan Bóg tak wielkie cierpienie i zupełnie ukryte, i dla nikogo nie zrozumiane, a dla mnie bardzo bolesne, dotkliwe i zupełnie bez ograniczenia jak długo trwające. I nic zewnętrznego tylko wewnątrz organizmu. I tak Pan Jezus przemawiał, że to by było zupełnie za odpokutowanie, za czyściec. Ale tak to odczułam, żem się bardzo przeraziła i na żadną stronę nie nachyliła. Ale tak zostać nie może". Wspomina o tym także św. Teresa z Avilla w swoich "Sprawozdaniach duchowych": "Pewnego dnia Pan rzekł do mnie: Ciągle pragniesz cierpień, a z drugiej strony od nich się uchylasz. [...] Bądź mężną, bo widzisz, że Ja cię wspieram". Rozumie jednak, że nie ma innej drogi: "Na modlitwie i w każdym niemal, na jakie się zdobędę, choć krótkim rozmyślaniu, nie potrafię, choćbym się starała, pragnąć ulg i pociech i Boga o nie prosić. Widzę bowiem, że Jego życie całe było jednym cierpieniem i męką; więc i dla siebie proszę Go, aby mi dawał cierpienia i łaskę mężnego ich znoszenia". Żali się Pan Bóg mistyczce siostrze Anieli: "Mam w ręku kielich rozkoszy. Chciałem go wylać na dusze, ale żadna z nich nie chce go przyjąć. Odmawiają przyjęcia! Wszyscy boją się Mnie i mego Krzyża. Unikają Mnie; jak gdybym to Ja sam był przyczyną zła na świecie", oraz Zofii Nosko: "Nikt dziś nie chce pokutować, nikt nie chce przyjąć krzyża, który jest proporcjonalny do jego siły. Każdy ucieka przed cierpieniem, przed odpowiedzialnością za swoje grzechy i przed krzyżem. A przecież ten krzyż Ja daję z wielkiej miłości, by zbawić twą duszę. Jest na miarę twoich sił". Podsumowuje to s. Maria od Krzyża: "Cierpienia fizyczne i duchowe są udziałem przyjaciół Jezusa w czasie ich pobytu na ziemi. Im bardziej Jezus kocha duszę, tym więcej pozwala jej uczestniczyć w męce, którą poniósł z miłości ku nam. Szczęśliwa dusza tak uprzywilejowana! Ileż zasług może zdobyć! Jest to najkrótsza z dróg prowadzących do nieba. Nie bój się, więc cierpienia, przeciwnie - kochaj je, bo ono zbliża do Tego, którego kochasz". Przyszli święci nie czują się więc pokrzywdzeni przez to, niektórzy nawet potrafią z tego żartować tak, jak Matka Teresa z Kalkuty: Kiedyś jeden z dziennikarzy
Matka Teresa                                  fot. Wikimedia
powiedział do niej: „Słyszała Matka zapewne takie powiedzenie, że jeśli Bóg kogoś kocha, to zsyła mu krzyże. Co Matka o tym sądzi?” W odpowiedzi Matka Teresa pokiwała twier- dząco głową i powie- działa: „To prawda, dlatego czasami pro- szę Go, żeby kochał mnie choć odrobinę mniej”.

 

Stygmaty


    Poprzez życie przepojone modlitwą i cierpieniem przyszły święty jednoczy się z Jezusem tak bardzo, iż zyskuje sobie niespotykane do tej pory dla niego łaski. Jedną z nich są stygmaty. Są to trudno gojące się rany, bardzo bolesne i często krwawiące, w tych miejscach, w których miał je Jezus przy swojej męczeńskiej śmierci, a więc: na rękach, nogach i boku.

     Człowiek upodobnił się do Jezusa tak bardzo, że ten, w sposób fizyczny odbił na jego ciele piętno swojej męki, niejako dopuszczając go tym do współcierpienia. Nie jest to jednak przypadek powszechny. Większość świętych nie miała widocznych stygmatów. Niektórzy posiadali je, ale duchowo, w sposób niewidoczny dla innych. Pisze o tym św. Faustyna: "Często odczuwałam Mękę Pana Jezusa w ciele moim, chociaż to było niedostrzegalnym, cieszę się z tego, bo Jezus tak chce. Jednak trwało to krótki okres. Cierpienia te zapalały duszę moją ogniem miłości ku Bogu i duszom nieśmiertelnym. Miłość zniesie wszystko, miłość przetrwa śmierć, miłość nie lęka się niczego...".



                Strona    1/8    Część 2 >               






Ciekawe artykuły:


    Zapoznaj się z innymi utworami. Przejdź do zakładki Spis artykułów



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zakupy: