środa, 12 sierpnia 2026

Wysokie rachunki za prąd okiem elektryka-praktyka

<<-- Przejdź do części 1

Pierwsze co robię po przyjściu do klienta, który próbuje dociec, skąd biorą mu się tak duże rachunki za prąd, jest poproszenie go o okazanie faktury za prąd. Może być ona papierowa, przysłana z Zakładu Energetycznego lub elektroniczna, dostępna na profilu internetowym klienta. Naszą bowiem analizę powinniśmy rozpocząć od obiektywnej oceny sytuacji, a stwierdzenie klienta, że za dużo płaci, nie jest informacją miarodajną. Jako elektryka w tym momencie najbardziej interesuje mnie, jakie wyszło zużycie prądu. Informacja podana na fakturze dotyczy zazwyczaj okresu półrocznego, więc należy i na to zwrócić uwagę: ile kilowatów i za ile miesięcy. Dzieląc zużytą moc przez ilość miesięcy, wyjdzie nam średnie miesięczne zużycie prądu. Warto w tym momencie znać swoje własne zużycie prądu, aby mieć jakiś punkt odniesienia.

przyczyny wysokich rachunków za prąd
Moje miesięczne zużycie prądu wynosi 50-60 kWh i jest to tak zwane normalne użytkowanie, czyli telewizor, lodówka, komputer, pralka dwa razy w miesiącu... Nie ma płyty indukcyjnej, piekarnika, ogrzewania elektrycznego ani podgrzewacza wody. Zanim porównamy zużycie klienta ze swoim, musimy o takie szczegóły zapytać, abyśmy wiedzieli, co ze sobą porównujemy. Jeśli bowiem klient używa płyty indukcyjnej, to ta różnica in plus we wskazaniach już będzie na poziomie 100 kWh. Trzeba zapytać także, czy zamieszkuje swoje mieszkanie na co dzień, czy sporadycznie, przyjeżdżając co kilka miesięcy na tydzień. Zużyć te 300 kWh w ciągu pół roku używając prądu codziennie a od czasu do czasu, kiedy przez większą część tego okresu mieszkanie stoi puste, to jest przecież różnica zasadnicza, która wiele nam mówi.

Ja w swojej praktyce biorę za podstawę swoje zużycie 60 kWh i do tego dodaję kolejne urządzenia klienta, których brak u mnie. Jeśli korzysta z płyty indukcyjnej, to dodaję 100 kWh więcej itd. W ten sposób uzyskujemy szacunkową informację, jakiego należałoby się spodziewać zużycia prądu.

Jeśli klient zużywa podobną ilość prądu do mojego, w podobnych okolicznościach, to przecież nie ma sensu szukać złodzieja, który na lewo podłączył się do instalacji albo badać instalacji, bo zużycie prądu jest na poziomie akceptowalnym. Tyle należy oczekiwać. Jeśli jednak rachunek klienta jest dużo wyższy od mojego, pomimo porównywalnego zużycia wtedy wyciągam swoją fakturę za prąd i porównuję poszczególne składniki, skąd się tyle wzięło.

Był taki czas ze dwa lata temu, kiedy w jednym z cenników Taurona opłata dystrybucyjna, jeśli dobrze pamiętam, została podniesiona o ponad sto złotych. Ludzie podostawali po nawet 1.500 złotych dopłaty. Kto mądry i rezolutny to pojechał do Taurona i sobie załatwił. Nie dość, że nie musiał płacić tej dopłaty to jeszcze jego miesięczne rachunki za prąd znacząco zmalały. Wszystko dzięki zmianie cennika. Niestety nie płacimy za swój prąd według jednego cennika, ale różnych cenników. Ja korzystam z cennika o nazwie „Bezpieczny”, ale są też inne...

Proszę przyjrzeć się swojej fakturze. Tam, na nagłówku, pod numerem licznika, jest podana nazwa używanego cennika. Jeśli klient płaci dużo więcej ode mnie i ma zastosowany inny cennik niż ja, to nie podejmuję się szukania problemu, którego nie ma, tylko sugeruję klientowi, aby udał się do ZE i zapytał, czy da się zmniejszyć te rachunki za prąd, choćby właśnie poprzez zmianę cennika. Tutaj uwaga praktyczna. Jeśli przyszła nam duża dopłata, to chwilowo nie płaćmy jej, tylko, zanim upłynie termin płatności (ważne!), zgłośmy się do ZE. Jest wtedy szansa, że po zmianie cennika zostanie nam ona anulowana. Jeśli jednak zgłosimy się po upływie terminu płatności, to klamka zapadła. Nawet po zmianie cennika tamten rachunek trzeba będzie zapłacić.

Jeśli analiza faktury za prąd pokazuje dużo większe zużycie, niż należałoby się spodziewać, to wtedy przystępuję do oględzin, zaczynając od układu zasilania. Warto dotknąć porcelanowe główki bezpieczników topikowych, jeśli są, zarówno te w mieszkaniu, jak i ten w zabezpieczeniu przedlicznikowym. Jeśli któryś z nich jest gorący, zwłaszcza przy braku włączonego dużego obciążenia to jest to informacja ukierunkowująca nasze kolejne kroki. Co sprawia, że jest on gorący? Wypalone gniazdo, iskrzące przyłącze, za cienki przewód, włączone urządzenie? Trzeba po kolei sprawdzić. Standardowo zaczynam od wypalonych elementów bezpiecznikowych, bo to bardzo często się trafia na awariach. Jeśli i tak jest w tym przypadku to, zamiast wymieniać wypalone gniazda na nowe lepiej wymienić całą skrzynkę, oczywiście już z esami zamiast topików. Wszystkie końcówki przewodów odcinam i zarabiam na nowo.

Jeśli przewód grzeje się mocno w ścianie to czasem widać na tynku ślad – warto więc przejść się po pomieszczeniach i sprawdzić. Nie zaszkodzi dokonać szybkiego sprawdzenia, czy czasem wykonawca instalacji nie pomylił w gniazdku naszych kabelków z kabelkami sąsiada. W tym celu wystarczy wyłączyć bezpieczniki i sprawdzić próbówką gniazdka. Jeśli na którymś mamy fazę, sugeruje to, że nasza faza jest u sąsiada, a jego u nas.

Do szybkiej analizy przydaje się odpowiedni sprzęt i akcesoria. Kamera termowizyjna zaraz pokaże nam, czy w którymś miejscu instalacji grzeje się przewód lub złącze, choć czasem wystarczy dotknąć ściany ręką, aby się o tym przekonać. Jeśli instalacja jest trzy przewodowa, czyli zazwyczaj już miedziana, to wstawienie tymczasowo różnicówki w dany obwód zaraz wykaże nam czy jest w nim jakiś upływ prądu. Nie ograniczajmy się tylko do zbadania w ten sposób samej instalacji, bo równie dobrze przyczyną problemu może być sprzęt AGD, np. pralka z częściowo uszkodzoną grzałką. Włączmy te urządzenia na dłużej i zobaczmy czy różnicówka zareaguje. Czemu na dłużej? Ano temu, że czasem usterka ujawnia się dopiero wtedy, gdy przewody lub elementy się dobrze nagrzeją. Pralka powinna przejść cały cykl prania z uwagi na to, że każdy etap włącza różne jej podzespoły. Jeśli problemy stwarza, powiedzmy, silnik przy dużych obrotach (wirowanie) to możemy się o tym dowiedzieć dopiero pod koniec prania, gdy pralka dojdzie do tego etapu.

Myślę, że w pierwszym etapie naszej analizy, poza elementami zasilania, powinniśmy bardziej zainteresować się właśnie sprzętem AGD niż instalacją, zwłaszcza jeśli ten sprzęt jest stary. Dysponując watomierzem, zaraz możemy wstępnie sprawdzić, ile prądu pobiera dane urządzenie i porównać z wartością podaną przez producenta. Pamiętajmy jednak, że takie urządzenia jak pralka lub zmywarka pobierają różnie prąd, w zależności od aktualnego etapu. Inne będzie zużycie prądu przy pobieraniu wody a inne wtedy, gdy włączy się grzałka. Warto te etapy prześledzić, bo wiedząc z noty katalogowej, jakiej mocy jest grzałka, możemy, porównując ze wskazaniem watomierza oszacować, czy nie pobiera zbyt dużo prądu.

Sam licznik prądu we własnym zakresie także możemy sobie sprawdzić i to w dwojaki sposób. Możemy włączyć na przykład czajnik bezprzewodowy i po drobnych obliczeniach sprawdzić, czy licznik właściwie naliczył tę moc.

Jako jednak, że nie wiemy, jaka jest natura problemu, lepiej użyć drugiej metody i za licznikiem, np. w skrzynce bezpieczników, zamontować na przewodzie zasilającym nasz licznik prądu. Zostawić go na kilka dni, spisać stany początkowe obu liczników i po kilku dniach, odejmując stan bieżący od stanów poprzednich, obliczyć, jakie było w tym czasie zużycie prądu. Oba liczniki powinny podawać podobne wartości.

Nie zapominajmy także o złodzieju. Niech sobie klient spisze stan licznika na koniec dnia, wtedy kiedy już nie korzysta z prądu i sprawdzi, czy rano ten stan się zmienił (zakładając, że wszystkie lodówki i stand-by zostały odłączone). Jeśli nie było poboru prądu, to nie powinien się zmienić. Możemy także zadać klientowi pytanie, czy w ostatnim roku lub pół roku żaden sąsiad zza ściany nie wiercił, nie hałasował, nie walił w ściany, nie robił remontu. Może wtedy przypadkiem natrafił na jakiś przewód klienta i naszła go pokusa, aby skorzystać z okazji jaka się nadarzyła. Okazja czyni złodzieja...

Nie wszystko we własnym zakresie da się sprawdzić, zwłaszcza bez odpowiedniego sprzętu. Jeśli nasza analiza i działania nic nie wykazały, możemy zajrzeć do każdej puszki łączeniowej, każdego gniazdka, włącznika, lampy. Wszystko co się da, możemy podokręcać, przegrzane gniazdka możemy zachowawczo wymienić na nowe, to samo zróbmy z gniazdkami mającymi już kilkadziesiąt lat (możemy je rozpoznać po innych wzorach). Może akurat przypadkiem uda się trafić.

Trudno namierzyć uszkodzony przewód, który gdzieś w środku ściany się grzeje lub traci prąd przez upływ, zwłaszcza jeśli nie mamy czym tego sprawdzić. Drobna inwestycja w różnicówkę, watomierz czy licznik prądu wiele może nam pomóc, a te akcesoria prędzej czy później przecież przydadzą się jeszcze nie raz. Nie warto więc aż tak bardzo oszczędzać, bo gołym palcem niewiele zdziałamy. Fachowiec musi mieć czym pracować i musi mieć właściwy sprzęt diagnostyczny.

Jeśli podjęte zadanie przerośnie nas i nie uda się wskazać, co konkretnie generuje zawyżone rachunki za prąd, zasugerujmy klientowi wymianę instalacji, jeśli ta jest jeszcze aluminiowa. To i tak przecież najwyższy czas.

Jeśli jesteśmy zbyt uparci i zbyt zawzięci możemy zasugerować klientowi założenie dziennika korzystania z prądu. Niech klient co godzinę lub co pół godziny spisuje stan licznika i zapisuje co w tym czasie i jak długo działało. Potem analizując taki dziennik, widząc, co było używane i ile prądu zostało w tym czasie naliczone przez licznik, możemy uzyskać dość precyzyjne informacje o charakterze problemu, a nawet wskazać, który konkretnie odbiornik lub obwód zużywa za dużo prądu. Potem to już tylko pójście po nitce do kłębka. Nawet złodzieja-sąsiada, który podłączył się do nas na lewo, w ten sposób wyłapiemy i to bez większego problemu. Taki dziennik najlepiej jakby obejmował przynajmniej kilka dni, nawet tydzień i obejmował swym zasięgiem użycie każdego domowego sprzętu (zwłaszcza pralkę, zmywarkę) co najmniej raz. Jest to zadanie żmudne, ale mogące dać wiele odpowiedzi.

Pamiętajmy jeszcze o tym, że to tracenie prądu może odbywać się małymi porcjami, na przykład 50 watów w ciągu godziny lub co dwie godziny. Nie musi to być koniecznie duża moc w krótkim czasie. Zapewne będzie to raczej powolne sączenie kilkanaście, kilkadziesiąt watów w dłuższym odcinku czasu. Stąd ta żmudność metody – każdy wpis trzeba dobrze przeanalizować.


Artykuł pochodzi z mojej książki pt. "Elektryka w praktyce". Zapraszam na Stronę książki. 

 
elektryka książka






Ciekawe artykuły:
    
    Zapoznaj się z innymi artykułami. Przejdź do zakładki Spis artykułów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Moje e-booki

Kliknij w okładkę, aby przejść do strony książki

Przejdź do strony książki Przejdź do strony książki