W praktyce elektryka, w odpowiedzi na zapotrzebowanie klienta zdarzają się czasem zlecenia mocno nieokreślone, będące bardziej przypuszczeniem klienta, zasygnalizowaniem problemu niż konkretnym zadaniem do wykonania. Jednym z takich zleceń jest zgłoszenie klienta o tym, że płaci za duże rachunki za prąd i chce, abyśmy swym fachowym okiem sprawdzili, co może być tego przyczyną.
Wysokie rachunki za prąd to kolejny szeroki temat, gdzie przyczyn może być wiele, a znalezienie tej konkretnej może być okupione wielogodzinnymi poszukiwaniami. Podobnie jak w innych tego typu tematach wiedza i doświadczenie bardzo się przydają.
Pierwszym, prawie naturalnym podejrzeniem klienta skąd te wysokie rachunki się wzięły, jest przypuszczenie, że pewnie ktoś podłączył się na lewo do jego instalacji i kradnie prąd. Oczywiście jest to możliwe, a nawet czasem spotykane, ale patrząc statystycznie to tylko jedna z możliwości. Prawdziwą przyczyną zazwyczaj jest coś innego. Prawie każdy element instalacji i sprzętu AGD może sprawić, że rachunek niespodziewanie wzrośnie. Oto przegląd możliwych przyczyn.
Wysokie rachunki za prąd – możliwe przyczyny
Licznik prądu
Pierwszym elementem instalacji, który może być odpowiedzialny za wysokie rachunki, jest licznik prądu. Możliwości jest wiele, począwszy od jego uszkodzenia, a skończywszy na nieprawidłowej konfiguracji.
Możliwym zaskoczeniem dla klienta jest sytuacja, w której jego dotychczasowy, stary licznik (bywają przypadki, że jest to licznik jeszcze z lat 70.), który ze starości błędnie naliczał zużycie prądu, zaniżając wartości, został wymieniony przez ZE na nowy i ten nowy licznik nalicza już poprawnie. Nagle okaże się, że klient zużywa znacznie więcej prądu, niż wskazywał to dotychczasowy licznik. Widziałem już taki licznik starego typu (z obrotową tarczą) w działaniu. Pomimo ewidentnego poboru prądu (pracujące lodówki, oświetlenie) tarcza licznika stała w miejscu. Trzeba było popukać w szybkę, aby tarcza zaczęła się kręcić.
Bywają przypadki, że licznik, zwłaszcza stary, mówiąc kolokwialnie, chodzi sobie, jak chce, czasem nalicza poprawnie, a czasem nalicza za mało lub za dużo – jest więc w jakiś sposób uszkodzony. Ponieważ to Zakład Energetyczny sam sobie reguluje, kiedy wymienić stary licznik na nowy, swoje podejrzenia o nieprawidłowym działaniu licznika możemy zgłosić do ZE. Zakład wyda swoją opinię w tej sprawie. Możemy także zlecić ekspertyzę licznika, aby go przebadali, jednak jeśli się okaże, że licznik jest w porządku, to będziemy musieli za tę ekspertyzę zapłacić (kilkaset złotych).
Jeśli mamy do czynienia z nowym licznikiem, już wymienionym, to i tak istnieje możliwość, że licznik jest uszkodzony, nawet od nowości. Jednym z takich źródeł usterki licznika, nawet nowego, jest uderzenie w pobliżu pioruna – licznik będzie dalej chodził, ale może nie naliczać już właściwie.
Jeszcze rzadszym, ale wciąż możliwym przypadkiem jest niewłaściwe zaprogramowanie licznika. Jeśli nowo wymieniony licznik został zaprogramowany, aby zliczał także moc bierną to jego wskazania będą wyższe od wskazań poprzedniego, bo normalnie użytkownikom prywatnym (nie firmom) nalicza się tylko moc czynną prądu, a ponieważ różne cuda się zdarzają, to i taka ewentualność teoretycznie istnieje.
Przewód zasilający do mieszkania
Kolejnym elementem instalacji, na który powinniśmy zwrócić uwagę, jest przewód zasilający mieszkanie, czyli ten między licznikiem a skrzynką bezpieczników w mieszkaniu. Może być on częściowo uszkodzony, przez co może się grzać lub prąd może uciekać w ścianę (tzw. upływ prądu). Grzejący się przewód lub złącze to nic innego jak włączona grzałka – grzeje, to znaczy pobiera prąd, bo z powietrza przecież nie grzeje tylko z zamiany energii elektrycznej w cieplną.
W przypadku przewodu zasilającego warto sprawdzić jego średnicę (przekrój), czy nie jest za mała. W standardzie jest 4 mm² dla miedzi, choć ja daję 6 mm², ale w starej instalacji będzie to 4 mm² aluminium lub 2,5 mm² miedź. Oba przewody wytrzymują moc 4,5 kW, ale jeśli użytkownik korzysta intensywnie ze sprzętu AGD, np. piekarnik 3000 W lub, nie daj Boże, płyty indukcyjnej, to te przewody będą się często nagrzewały, czyli część pobranego prądu zmarnotrawią na ciepło, a licznik przecież nie pyta, na co ten prąd poszedł – interesuje go tylko to, że prąd został pobrany.
Przewód zasilający w naszej analizie powinien być brany pod uwagę dopiero gdzieś pod koniec, bo statystycznie rzadko jest on przyczyną wysokich rachunków za prąd, co innego kolejny punkt instalacji, czyli skrzynka bezpieczników.
Skrzynka bezpieczników
Skrzynka bezpieczników jest jednym z tych elementów instalacji, który jest częstym źródłem problemów i to wszelakich. Jego grzejące się lub iskrzące elementy mogą nabijać nam rachunki za prąd. Wypalona lub przegrzana śruba stykowa, bezpiecznik topikowy lub główka bezpiecznikowa stawiając zbyt duży opór prądowi, sprawi, że zaczynają się one grzać, a więc będą pobierać więcej prądu.
W drugiej kolejności, poza tymi trzema elementami opisanymi powyżej, są łączenia przewodów do gniazd bezpiecznikowych oraz same przewody, a dokładnie ich końcówki, które są przykręcone do śrubek. Zarówno te odsłonięte żyły, jak i śrubki czy przyłącza gniazd nie powinny być wypalone, przegrzane, utlenione czy w inny sposób „zabrudzone”, bo to wszystko powoduje większy opór stawiany prądowi, a co za tym idzie grzanie się ich i tracenie prądu.
![]() |
|
Przegrzane i zardzewiałe przyłącza gniazd bezpiecznikowych |
Instalacja elektryczna
Jedną z możliwych przyczyn wysokich rachunków za prąd, jak zostało to już wielokrotnie powiedziane, jest grzanie się elementów instalacji, więc i taką możliwość musimy brać w swojej analizie pod uwagę, że gdzieś w ścianie, może w puszce łączeniowej, grzeje się przewód lub występuje upływ prądu – prąd idzie w ścianę, na przykład przez przetartą lub uszkodzoną izolację przewodu.
Jeśli instalacja jest aluminiowa lub miedziana, ale wykonana za cienkimi przewodami, to pod wpływem większego obciążenia (piekarnik, podgrzewacz wody) przewody będą się grzać i marnotrawić prąd.
Źle dokręcone śrubki w puszkach łączeniowych lub w gniazdkach (jeśli obwód idzie od gniazdka do gniazdka) to kolejne elementy, na które powinniśmy zwrócić uwagę. Przypatrzmy się przy okazji przewodom, czy nie są nadpalone, uszkodzone lub utlenione. Wszystko to, co odbiega od normy w takiej sytuacji lepiej poprawić.
Szczególną uwagę musimy zwrócić na doziemienie przewodu fazowego, czy gdzieś odsłonięta żyła fazowa nie dotyka ściany lub poprzez nadpaloną izolację nie styka się z żyłą zerową. Sprawdźmy wszystko, co się da: puszki łączeniowe, gniazdka, przyłącza do lamp przy suficie... Z jeszcze większą atencją poszukujmy wszelkiego rodzaju przeróbek i samoróbek klienta lub jego znajomego, przysłowiowego pana Stasia, Frania czy innego pseudo fachowca. Większe bowiem jest prawdopodobieństwo, że to właśnie w miejscu ich grzebaniny powstał problem niż usterka przewodów instalacji, choć oczywiście jest to jak najbardziej możliwe.
Może zdarzyć się tak, że żyrandol ma przebicie lub jego przewód zasilający styka się w suficie z prętem zbrojeniowym stropu i poprzez uszkodzoną izolację prąd ucieka w sufit.
Jakiekolwiek przewody stykające się z elementami doziemionymi mogą być przyczyną problemu. Przewód może dotykać nie tylko zbrojenia ściany czy stropu, jak wskazaliśmy wyżej, ale może dotykać na przykład metalowej rury z wodą lub konstrukcji stalowych, choćby stelażu dla regipsów. Wymieniając instalację lub modernizując tylko jej fragment, warto o takich rzeczach myśleć i zawczasu odseparować prowadzony przewód od pręta zbrojeniowego lub metalowej rury, aby nie stykały się z nimi. Ja zazwyczaj wkładam pomiędzy przewód a pręt czy rurę niepotrzebną powłokę z oskórowanego przewodu lub przycięty plastyk z zaślepki do puszki. W mojej świadomości zawsze jest ta myśl, że taki pręt lub rura to przecież nic innego jak odsłonięte zero, o czym łatwo się przekonać dokonując pomiaru między nimi a fazą. Próbnik wskaże nam normalne napięcie 230 V. Zawsze o tym pamiętajmy i traktujmy te elementy jak przewody zerowe, odpowiednio je zabezpieczając i separując od żyły fazowej.
Szanowny Czytelnik, praktyk, może zadać pytanie, co zrobić w sytuacji, gdy przez wykutą bruzdę przechodzi pręt zbrojeniowy tuż pod tynkiem i nie ma miejsca, aby wstawić w środek jakąś grubszą izolację typu powłokę z przewodu. Szczególnie często spotykamy się z tym, wkuwając w suficie przewód do lampy. W najgorszym wypadku zawsze można wstawić pomiędzy przewodem a prętem taśmę izolacyjną złożoną kilka razy. Ja jednak zazwyczaj podkuwam się i puszczam przewód pod prętem i wtedy wstawiam pomiędzy nimi grubszą powłokę z przewodu nawet wtedy, gdy sufit wykonany jest z płyt betonowych. Dla współczesnej wiertarki to przecież nie jest duży problem.
Ostatnim elementem instalacji, mniej prawdopodobnym, ale możliwym, jest błąd wykonania lub nietrafiona koncepcja projektanta. Oto kilka przykładów, w których możemy płacić częściowo za nie swój prąd.
U mnie w mieście jest taka ulica domków czterorodzinnych z lat 60.: z jednej strony dwóch lokatorów (jeden zamieszkuje parter a drugi piętro) i z drugiej to samo. W każdej z tych dwóch połówek jest zrobione w ten sposób, że piwnica jest pomiędzy tych dwóch sąsiadów współdzielona. Zazwyczaj sąsiedzi dzielą się między sobą, które pomieszczenia należą do nich, a które do sąsiada. Od strony technicznej jednak jest to kiepsko pomyślane i to już na etapie samej koncepcji. Okazuje się bowiem, że oświetlenie piwnicy podłączone jest do instalacji/licznika sąsiada z parteru. Aby jednak nie był on stratny (bo z oświetlenia piwnicy korzysta także sąsiad) jego oświetlenie przedsionka (między drzwiami zewnętrznymi a drzwiami do mieszkania) podłączone jest do instalacji/licznika sąsiada z góry. Ten płaci trochę za tego, a ten za tego. Być może w filozofii socjalistycznej mieściło się to w głowie, bo teraz, w naszych czasach, nie. Każdy chciałby płacić tylko za siebie. Nie trzeba dużo mówić, że na tej ulicy często dochodzi do konfliktów na tym tle, bo sąsiada z dołu aż skręca, że sąsiad używa światła w piwnicy, ale to on płaci za to rachunki. O tym, że za jego światło w przedsionku płaci sąsiad, zazwyczaj nawet nie wie.
Jeśli w takim domku znajdzie się teraz nieuczciwa osoba, to może zacząć nadużywać sytuację i na koszt sąsiada korzystać sobie z prądu, nie tylko świecąc światło, ale podłączając się z czymkolwiek innym.
Drugi przykład także pochodzi z mojego miasta, choć już z innego osiedla (lata 80.). Na tym osiedlu mamy w mieszkaniach jeden obwód gniazd zamknięty w pętlę zasilającą. Przewody idą podłogą wzdłuż ścian w tym samym miejscu co przewody sąsiada za ścianą. Zdarzają się u nas przypadki, że podczas montażu wykonawca pomylił kabelki i teraz w którymś gniazdku nasza żyła fazowa, zerowa lub obie idą do sąsiada, a sąsiada do nas. Jeśli jest to żyła fazowa lub obie to w gruncie rzeczy część naszego prądu idzie na licznik sąsiada, a na nasz licznik idzie zużycie prądu sąsiada. Póki nic nie dzieje się z instalacją, a sąsiedzi normalnie sobie mieszkają i używają prądu, nikt o niczym nie wie. Dopiero jak jeden z sąsiadów wyjedzie na dłużej, a mieszkanie stoi niezamieszkane, pojawia się zdziwienie: Jak to? Nie było mnie pół roku, nikt nie korzystał z prądu, a tu dostaję rachunek, jakbym normalnie mieszkał. Licznik naliczył mi jakieś zużycie...
Takie przypadki nie są częste, ale są możliwe i należy je normalnie rozpatrywać w swojej analizie.
- Przyrządy pomiarowe i wskazujące w praktyce elektryka
- Porady praktyczne w pracy ze starą instalacją elektryczną
- Naprawa mrugającego światła w mieszkaniu





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz