Prezentowany tu przykład pokazuje, jak ważna jest na zleceniu metodyka pracy, zwłaszcza na awarii.
Opis awarii:
Jeden z esów w mieszkaniu wciąż wybija. Nie da się go włączyć, bo zaraz wybija. Razem z nim wybija bezpiecznik na klatce schodowej.
Miejsce awarii:
Blok mieszkalny z lat 90. Instalacja miedziana, dwużyłowa.
Analiza i naprawa:
Pierwsze co należy zrobić w opisywanym tu przypadku to dokładne rozeznanie się w sytuacji. Pytamy klienta, co dokładnie się dzieje, w jakich okolicznościach i orientujemy się, gdzie prąd jest, a gdzie nie ma. Od klienta dowiadujemy się, że nie ma prądu w gniazdkach – cały czas wybija es. Zaraz po jego załączeniu wybija, a razem z nim wybija es na klatce schodowej. Prąd jest tylko w dwóch gniazdkach – w średnim pokoju i w dużym.
Po uzyskaniu informacji od klienta mamy wystarczający ogląd sytuacji, aby ukierunkować naszą analizę i wynikającą z niej późniejszą naprawę. Oto istotne dla nas informacje:
wybija bezpiecznik na klatce schodowej,
wybija bezpiecznik w mieszkaniu,
po załączeniu esa zaraz go wybija,
brak prądu w większości gniazdek,
w dwóch gniazdkach prąd jest.
Powyższe informacje/problemy teraz redukujemy i wartościujemy, aby ukierunkować się na właściwe działanie. Zaczynamy od redukcji informacji. Bezpiecznik w mieszkaniu wybija non stop zaraz po załączeniu, bo widocznie w instalacji gniazdek mamy trwałe zwarcie.
Bezpiecznik na klatce schodowej to oczywiście główny bezpiecznik do mieszkania, czyli zabezpieczenie przedlicznikowe. Wybija on dlatego, że mamy trwałe zwarcie. Czasem przy takim zwarciu wybija oba bezpieczniki – ten od obwodu i ten przedlicznikowy. W tym konkretnym przypadku swoje istotne znaczenie ma także to, że przy włączeniu esa w mieszkaniu mimowolnie jego klapkę przytrzymujemy palcem. Es nie może zatem szybko zareagować na istniejące zwarcie, bo jego klapka jest przez nas zablokowana. Musi zatem zareagować bezpiecznik wyższego rzędu. Jest to więc problem wtórny, który w swojej analizie nie będziemy brali pod uwagę.
Naszą uwagę powinna zaraz zwrócić informacja, że w dwóch gniazdkach prąd jest. Z uwagi na to, że w tych blokach mamy do czynienia z pętlą zasilającą gniazdka jest to dla nas sygnał, że ta pętla musi być przerwana. Uzyskujemy zatem skondensowaną informację definiującą rzeczywiste problemy, które musimy rozwiązać:
zwarcie w instalacji gniazdek,
przerwana pętla zasilająca.
Skoro klient donosi, że po włączeniu zaraz esa wybija, więc nie ma sensu tego osobiście sprawdzać i niepotrzebnie narażać esa na prąd zwarciowy. Zamiast tego użyjemy próbnika dwubiegunowego umożliwiającego badanie „przejścia”. Jeśli jest przejście między fazą a zerem w gniazdku, to uzyskujemy potwierdzenie, że rzeczywiście mamy w instalacji zwarcie. Takie przejście zaobserwowaliśmy. Na razie nam to wystarczy.
Zastanawiając się nad wybraniem odpowiedniej metodyki pracy, zostawiamy temat zwarcia do późniejszych poszukiwań, a skupiamy się na przerwanej pętli zasilającej gniazdka jako prostszej do naprawy. Może przy okazji problem zwarcia sam się rozwiąże...
Analizując pierwszy obwód pętli zasilającej, widzimy jasno, że od skrzynki bezpieczników prąd idzie do pierwszego gniazdka w średnim pokoju i z niego przechodzi do pierwszego gniazdka w dużym pokoju znajdującego się na ścianie dzielącej oba pomieszczenia. W pozostałych gniazdkach dużego pokoju i całego mieszkania prądu już nie ma.
Przy okazji sprawdzania prądu w gniazdkach odkryliśmy w trzecim gniazdku dużego pokoju pozostałości gniazdka z wiszącymi kabelkami, które się ze sobą stykały. Przy ścianie gdzie te pozostałości gniazdka się znajdowały, stoi nieposłane łóżko klienta. Wnioskujemy stąd, że zwisająca kołdra musiała zahaczyć te wystające kabelki i doprowadzić do ich trwałego złączenia. Szybki pomiar próbnikiem potwierdził, że przejścia między kabelkiem fazowym a zerowym już nie ma. Możemy zatem przejść do naprawy i zabezpieczenia tego wszystkiego.
![]() |
|
Szkic sytuacyjny – fragment pętli zasilającej gniazdka |
Skoro już jesteśmy przy trzecim gniazdku dużego pokoju, to zabezpieczamy te kabelki. Korzystając z okazji, kabelki będące częścią pętli zasilającej łączymy trwale ze sobą przy pomocy złączek wago – czarny z czarnym, niebieski z niebieskim. Od tych złączek wyprowadzamy trzy kabelki, które będzie potem można podłączyć do gniazdka. Czarny kabelek jako fazowy łączymy z czarnymi kabelkami, a niebieski (jako zero) i żółtozielony (jako „uziemienie”) łączymy z niebieskimi kabelkami. Nie mając gniazdka ani życzenia klienta, aby takie gniazdko założyć, izolujemy końcówki kabelków i wpychamy je do środka puszki, aby niepotrzebnie nie wystawały. W gniazdku tym pętla nie była rozłączona, więc musimy poszukać bliżej średniego pokoju. Patrząc na gniazdko „I” w dużym pokoju, które znajduje się za meblościanką, widzimy, że wisi ono na kabelkach, więc to dobre miejsce, aby do niego zajrzeć.
Po odsunięciu meblościanki i dostaniu się do gniazdka stwierdzono brak podłączonego do niego jednego kabelka czarnego. Są dwa niebieskie i jeden czarny. Odnaleźliśmy więc miejsce rozłączenia pętli zasilającej. Niestety w puszce nie było brakującego kabelka. Musimy zatem zajrzeć do gniazdka poprzedzającego, czyli nr „II” w średnim pokoju, które znajduje się dokładnie w tym samym miejscu tylko po drugiej stronie ściany. Tu także nie ma gniazdka. Są tylko kabelki. Dwa niebieskie kabelki zostały ze sobą połączone na wago a jeden czarny jest obok luzem. Oba czarne kabelki w jednym i drugim gniazdku to właśnie nasze przerwanie pętli. Powinny być one ze sobą połączone.
Mając już taką sytuację, podejmujemy decyzję o tym, aby wszelkie łączenia instalacji zrobić w jednym gniazdku (wybraliśmy w dużym pokoju) i wyprowadzić z niego tylko odejście do gniazdek w średnim i dużym pokoju. Rozłączamy wszystkie kabelki w obu puszkach, przekładamy kabelki ze średniego pokoju do dużego (oba otwory do puszek są ze sobą połączone, więc nie ma problemu), a następnie łączymy ze sobą na złączki wago oba kabelki niebieskie i oba czarne. Trzeci kabelek niebieski okazał się mostkiem między obiema puszkami. Wyrzucamy go i w jego miejsce dajemy swoje kabelki, nowe i dłuższe.
Do złączek wago podłączamy kabelki czarny (jako faza), niebieski (zero) i żółtozielony (uziemienie) i przeciągamy je do średniego pokoju jako kabelki do podłączenia gniazdka. Gniazdka klient nie chce, więc izolujemy ich końcówki i wciskamy do puszki. Podobne trzy kabelki podłączamy do wago jako odejście do gniazdka „I” w dużym pokoju, podłączamy do gniazdka i przykręcamy gniazdko do ściany. Nie trzeba chyba pisać, że kabelki żółtozielone jako pseudo uziemienie podłączamy do wago łączącego żyły zerowe.
Skoro próbnik przestał wskazywać zwarcie instalacji, więc odważnie włączamy esy od obwodu gniazd. Sprawdzenie prądu w gniazdkach zarówno na jednym esie, jak i na drugim potwierdziło, że pętla zasilająca została przywrócona, no i oczywiście, że zwarcia już nie ma – wbrew oczekiwaniom klienta, który przyznał, że nie wierzył w to, że uda się to naprawić. Ot po prostu „co dla jednych jest sufitem, dla drugich jest zaledwie podłogą” – parafrazując słowa Zofii Nałkowskiej pochodzące z jej znanego dzieła „Granica”.
Artykuł pochodzi z mojej książki pt. "Elektryka w praktyce". Zapraszam na Stronę książki.
- Naprawa pętli zasilającej gniazdka
- Porady praktyczne w codziennej pracy elektryka
- Test wiedzy szkolnej





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz