poniedziałek, 6 lutego 2017

Jan III Sobieski, czyli poświęcenie dla Polski cz 2

<<-- Zacznij artykuł od początku

A Żółkiew, 30 XII [1667]: Tatarskiego posła w Warszawie bardzo źle odprawiono, odjechał z groźbą; a moskiewskiego bardzo dobrze przyjmowano, traktowano, częstowano na złość onemu. Do tego przyszło tatarskiemu, że publice [= publicznie] wołał, że ,,kiejby wasz Mesjasz przyjechał do was, tedybyście go wdzięczniej przyjmować nie mogli”. Pewnej się tedy z nimi na wiosnę wojny spodziewać potrzeba, kiedy pokoju szanować nie chcemy i nie umiemy.
     Listy pieczętuj Wć moja panno, bo ich otwierają i czytają. Ostatniego pakietu aż trochę nadpalono, snadź rozgrzewając wosk, bo cale na dwóch miejscach pieczęci znać nie było.

A Żółkiew, 6 I [1668]: To jest pewna, że mnie, na tych urzędach zostawszy, żyć dłużej nad lat trzy, cztery niepodobna. Bo to tego imaginować niepodobna, co się tu ze mną dzieje. (...) Teraz ośm tysięcy talerów w dobrej monecie wyliczam Tatarom, zastawiwszy się; a Król JMć i p. podskarbi piszą, że mi to oddać mają en avril [= w kwietniu]. Uważ-że Wć moje serce, jeśli to nasza substancja temu wystarczy, czemu cała rzeczpospolita i skarby Króla JMci wystarczyć nie mogą, lubo to ich jest powinność, nie moja, opłacać Polskę! Dlatego też cale a cale sypiać nie mogę i ten teraz list trzy godziny przede dniem piszę; nie wiem, jeśliby już teraz i emulsja do sypiania pomogła. Katar niesłychanie ciężki cierpię, bo głowa nigdy odpoczynku mieć nie może. Wierzę, że by mi spokojnie i skonać nie dali.

A Żółkiew, 16 II [1668]: Księciu Dymitrowi pewnie już buławę małą oddano. Mnie na wielką taki piszą przywilej, żebym sobie zmierził i porzucił. To taka gratitude au jeu de paume [= wdzięczność] i taka recompense [= nagroda]. Do tej Warszawy jechać, Bóg zna, że się zda jak na ścięcie; bo kto będzie mógł patrzać na taką odmianę, na taką niewdzięczność? Być potem w takich plotkach, w takich kłótniach, bez wszelkiego na świecie plezyru!

A Varsovie [= z Warszawy], 8 III [1668]: Przysłano mi też przywilej na buławę wielką, ale że nie na dożywotnią, tak jaki był przedtem zwyczaj, odesłałem ją nazad. Nie wiemże, jeśli tego przywileju jutro nie poprawią. Toute la noblesse [= wszystką szlachtę] przysłać mają jutro au Sylvandre [= do mnie], żeby chciał być ich chef [= dowódcą], czego Apothicaire [= Aptekarz – zastępcze określenie jednego z dostojników państwowych, aby osoba postronna czytająca list nie wiedziała, o kogo chodzi] bardzo nie życzy, a byłoby mu przecie z tym lepiej niż gorzej.

A Solec, 4 IV [1668]: Kopii listu i instrukcji od województw wielkopolskich nie posyłam Wci sercu memu, bo siła po łacinie mieszali, czego byś Wć moja panno zrozumieć nie mogła. Dziękują naprzód na podhajecką okazję, przyznawając aż nazbyt; dziękują potem za mowę jedną, którąm miał na sejmie. Proszą przy tym, abym się jął sam rządu tej rzeczypospolitej, ponieważ nikt o niej myśleć nie chce; a skoro się skupią do kupy pour 24 eme d'avril [= do 24 kwietnia], abym nimi dysponował comme le chef general [= jako dowódca generalny] według woli swojej, pod którego się cale poddają protekcję i zdrowie, krew, substancje rzetelnie ofiarują, lubo przeciwko nieprzyjacielowi postronnemu, lubo przeciwko tym, którzy w domu mieszają sprawy rzeczypospolitej. Byli tacy z strony dworu, którzy nie pozwalali posyłać do mnie, ale nie przemogli; chcieli tedy, aby też i do Króla JMci wyprawili posłów, ale i na to zezwolić żadną nie chcieli miarą. Toż będzie pewnie i z inszych województw; o co się dwór będzie gniewał, nie widząc tego, że by było gorzej, kiedy by zaś kogo inszego pour le chef [= na dowódcę] obrać mieli.

W Solcu na wyjezdnym, 10 IV [1668]: Ja się tego nie zapieram i nie wstydzę, żem wszystko stracił i wniwecz-em się obrócił. Gdybym to był stracił w karczmie w karty, w kostki albo dans es debauches [= w rozpuście], miałbym się był czego wstydać; albo żeby mię rodzice byli odumarli bardzo ubogim. Ale że przy łasce P. Boga było z potrzebę i według kondycji mojej, dlatego się wstydać nie masz czego: P. Bóg dał, P. Bóg wziął, jako swoje własne. Gdybym się też był spodziewał, że Wć bardziej estymowałaś moją kondycję niż osobę, i w tym bym się był baczył i przestrzegł o defektach moich, które jeszcze nie takie były, jakie są teraz. Żem nie przestrzegł wcześnie, abyś też Wć była tak wiele nie spendowała? A któż z P. Bogiem gadał! A któż wiedział i spodziewał się, że najlepsze majętności nieprzyjaciel nam tylko samym miał znieść i wniwecz zepsować! Kto kiedy rozumiał o takiej niewdzięczności tych, dla których się traciło i swoje spendowało! Kto o Króla JMci niedyskrecji, że po moich tak wielkich stratach jednego mi po odjeździe Wci złamanego nie dał halerza ani najmniejszego kawalca ziemi! Kto, żeby mi mego własnego, com okupił króla i rzeczpospolitą, wrócić nie miano! 

środa, 1 lutego 2017

Jan III Sobieski, czyli poświęcenie dla Polski cz 1

W dwóch poprzednich artykułach („Listy do Marysieńki – miłość wojownika” i „Listy do Marysieńki, czyli nie wszystko złoto, co się świeci) poznaliśmy sferę uczuciową i życie małżeńskie naszego króla, Jana III Sobieskiego. W tym artykule cyklu poświęconego jego osobie kontynuujemy opowieść o czyśćcu przebytym na Ziemi, bo nie tylko w małżeństwie nie układało mu się.

sobieski syn
Jan III Sobieski z synem
    Przystępujemy do najbardziej ciekawego wątku, jaki wyłania się z jego listów do Marysieńki, mianowicie do opisu polskiej rzeczywistości jego czasów, która niewiele różni się od naszej obecnej politycznej rzeczywistości: kłótnie, oskarżenia, pomówienia i działania na szkodę kraju. Widać wyraźnie, że przez te 400 lat, jakie nas dzieli, nasze narodowe wady nic się nie zmieniły, a polskie piekiełko jak było, tak jest.

     W listach Sobieskiego, o czym poniżej można się samemu przekonać, mnóstwo jest szczegółów świadczących o polskim piekiełku, my – z powodu ograniczonego miejsca – wybraliśmy tylko te najważniejsze, ale jest ich znacznie więcej.

    Nikt dziś nie wątpi, że Jan III Sobieski to nasz wielki wódz i król, który wyzwolił Europę spod okupacji tureckiej i zalewu islamu. Smutne jest jednak to, że i jemu nasi co znakomitsi rodacy (niektórzy oczywiście) rzucali kłody pod nogi, oczerniali i szkodzili. 

     Najbardziej uderzające są trzy fakty, z jakimi spotykamy się w listach Sobieskiego. Pierwszy to głupota klasy rządzącej. Kiedy bowiem przybył poseł turecki na dwór królewski, był on źle traktowany, jednak, aby mu okazać jeszcze większą pogardę, to posła ruskiego traktowano przy nim przeciwnie: z niespotykaną uprzejmością i zaszczytami. Sobieski, jako już wtedy znacząca postać na arenie politycznej (jako doskonały wódz wojskowy) próbował to łagodzić, ale kiedy w drodze powrotnej pozabijano posłów tureckich, wtedy Sobieski w liście do żony pisze prorocze słowa, że „trzeba się na wiosnę spodziewać wojny z Turcją”. I tak też się stało... Wojska tureckie najechały nasze ziemie. W ten oto prosty i głupi sposób władza naraziła obywateli na straty i niebezpieczeństwo.

     Drugą zasmucającą relacją, z jaką się zapoznajemy, jest sytuacja wojenna, kiedy kłótliwość Polaków zagraża Ojczyźnie. Kiedy przyszła wieść o zbliżaniu się armii tureckiej, nagle poszczególni wodzowie, którzy wchodzili w skład wojsk obronnych dowodzonych przez Sobieskiego, zaczęła wycofywać swoje wojska. Jak relacjonuje sam Sobieski: ten zabrał ode mnie 5.000 wojska, ten 3.000, tamten 1.000, tak że wszystkiego zostało mi 8.000 wojska, a naprzeciw mnie idzie armia turecka, 100.000 wojska. Ktoś pomyśli: szaleni, to pewna śmierć...

     Trzecim, może najbardziej zasmucającym faktem jest to, że przez tę obronę Ojczyzny Sobieski – jako bardzo majętna osoba – prawie że doprowadził się do ruiny, gdyż król dał mu wojsko, ale nie dał i nie dawał także później pieniędzy na jego utrzymanie. A żołnierze, aby żyć i walczyć, muszą przecież coś jeść. Sobieski, już jako hetman i marszałek, najpierw zastawiał, a później sprzedawał swoje prywatne majętności i kosztowności, aby to wojsko utrzymywać. Król tylko obiecywał, że odda, ale nigdy to nie nastąpiło... Taki to polski grajdołek.

     W następnym artykule pt. „Odsiecz wiedeńska oczami Sobieskiego” zapoznamy się z relacją Jana III Sobieskiego opisującą jego doświadczenia z pobytu pod Wiedniem.

     Zapraszamy teraz do lektury wybranych fragmentów listów Sobieskiego do Marysieńki, lecz uprzedzamy, że nie będzie tu nic miłego, wręcz przeciwnie, tylko polskie piekiełko...

jak wyglądał Sobieski
Jan III Sobieski
 

Polskie piekiełko

Au passage de la Vistule, pres de Opatowiec [= przy przejściu przez Wisłę koło Opatowca], 5 VIII [1665]: Jam już sobie do ostatka głowę wniwecz obrócił, nie mając jednej minuty wolnej, ile komendując wojsko tak rozpuszczone i nieposłuszne, a jeszcze między tak wielką kupą szlachty, gdzie bez szkody niepodobna.

W Pielaskowicach, 25 V 1666: U nas tu generałów nie masz, jeden tu za wszystkich pracować musi, i na piądź nie odstępując wojska; a nie tylko, że hazardować [= ryzykować] zdrowie przy nich, ale myśleć, żeby się nie buntowali, żeby im zapłacono, żeby chleby dobre mieli, i inszych milion rzeczy, o czym generałowie w cudzych ledwo słyszą krajach, bo są na to komisarze. Złożyć zaś z siebie te urzędy, jakoś Wć więc wspomniała, byłaby la plus grande infamie [= największa hańba], jakiej i przykładu nie znajdzie; boby to różnie różni tłumaczyć musieli: jedni a la faiblesse [= słabością], ignorance [= ignorancją], peu de capacite [= małą zdolnością], i tysiąc inszych etcetera, każdy według swego sensu. Wszystkom ja to tedy przed czasem uważył, jakoż tak każdy czynić powinien.

W obozie, 21 VI [1666]: Powiedziałaś mi też Wć moja panno i pisałaś Wć, że na tych dragonów, którzy byli i są przy mnie z regimentu komenderowani, dano lenung i dawać będą. I szeląga jednego nie dano i nie dają! Jam z swoich już to drugi raz dziś dać rozkazał: w Garwolinie raz, a teraz drugi raz. Uważ Wć, co i to za koszt sześćdziesięciu dragonów co tydzień płacić po pół talera, a oni Królowi JMci służyć będą i wszystkie należyte odprawować powinności. Ja nie wiem, P. Bóg widzi, czy-m psią krwią oblany, czy co, że się nie wiedzieć dlaczego wniwecz obracam.

piątek, 27 stycznia 2017

Listy do Marysieńki, czyli nie wszystko złoto, co się świeci cz 2

<<-- Zacznij artykuł od początku

A Żółkiew, 30 V 1668: Onegdajszej nocy zawieszony nade mną Wci serca mego portrecik oderwał się i całą noc ze mną spał. Nazajutrz rano znalazłem go na piersiach swoich cudownie pomiętym (co znać i przez sen przyciskałem go do siebie) i calem był zdesperował, że się miał wniwecz obrócić; ale z łaski bożej wyprostował się pięknie i najmniejszej w nim nie masz szkody. Oto, widzę, życzliwszy portret i bardziej mię kochający, niżeli oryginał.
(...)
Piszesz Wć moje serce, że i sukni za co nie będzie wywieźć. Ja, dalibóg, nie wiem, co z tym czynić. Dosyć, że (z tymi dwudziestą i jeden tysięcy) już na tę drogę odebrałaś Wć pięćdziesiąt tysięcy w dobrej monecie i kilkaset złotych. (...) Widzę, że tam piękne mieszkanie wczesne i wygodne, ale drogie i nie na nasze teraźniejsze pieniądze. Za wszystkie moje zasługi daruj mi to Wć, abyś z moment chciała pomyśleć o tej nocy, po której nazajutrz oddawano mi laskę, kiedym odchodził od Wci, abym się był cokolwiek rekoligował na podziękowanie: jakoś mię Wć moje serce puścić nie chciała, jakoś prosiła, żebym nie odchodził, jakoś mię na swoją ciągnęła pościel (dość łóżko wąskie, ciasne, co z wielkim Wci serca mego musiało być niewczasem, a przecię to tam było miło i zdało się przestrono i wcześnie). P. Bóg widzi, że bym ja rad tego już nie pamiętał, bo wspominając na to, nie wiem, jako mi się serce nie rozpuknie, i są to rzeczy niepodobne, abym ja tak długo żyć mógł. Raczże Wć te dwie rzeczy z sobą złączyć: natenczas na godzin kilka odejść nie puszczano, proszono ledwo nie z płaczem; a teraz, mając się z sobą obaczyć w półtora lata, i już wcześnie traktować, żeby tej nie uczynić rzeczy, aż au palais enchante [= że pałac zachwyca]. Żeby dla samych miało to się czynić dzieci, nie wierzę, bo Wć masz tego próbę, że to często czyniąc, a nie kładąc lontek, nigdy nie będą dzieci. Miałaś Wć za nieboszczyka troje, a życzyłaś Wć sobie mieć i więcej, bo to rosa boża i tak powiadają: dwoje jak jedno, a jedno jak nic. Nie taić, moja dobrodziejko, a powiedzieć, albo raczej napisać obmierzienia przyczynę. P. Bóg widzi, że za złe mieć nie będę i samemu to tylko memu przypiszę nieszczęściu. Czyś mię to Wć moje serce miała za tak wielkiego prostaka, żem to ja wszystkiego nie widział, choć-em nic nie mówił i tylkom, poszedłszy gdzie na stronę, gorzkimi zalewał się łzami? Kiedym chorował na katar we Lwowie, po całym dniu nie widywałaś mię Wć, a jakem zszedł na dół do łóżka, toś Wć zaraz wołała, że ,,dla Boga, śmierdzi to łóżko!”. A niedawno poduszka pachnęła, na której sypiano. A zaś kiedyśmy na górze sypiali, dosyć tapczan był przestrony, toś Wć, stołek kazawszy sobie przystawić, wszystka [na] nim prawie spała, nogi same tylko były w łóżku. W Jaworowie zaś, przed odjezdnym, widząc mię tak utrapionego i w tym jeszcze lekarstwie, nigdyś mi dobrej nie pokazała twarzy. Jakiejż się ja mam tedy spodziewać pociechy? ile jeszcze, z tamtych powróciwszy krajów, wszystko się tu będzie zdało lada co, to dopieroż jeszcze większe stanie się obmierzienie.

wtorek, 24 stycznia 2017

Listy do Marysieńki, czyli nie wszystko złoto, co się świeci

W poprzednim artykule pt. „Listy do Marysieńki – miłość wojownika” poznaliśmy bezgraniczną miłość naszego wielkiego władcy, Jana III Sobieskiego do swojej żony, Marysieńki, dziwiąc się tak rozbudowaną sferą uczuciową u mężczyzny, który był urodzonym wojownikiem, a jednocześnie bezprzykładnym kobieciarzem przed ślubem. Wspominaliśmy także o Losie, który zażądał od tego mężczyzny zadośćuczynienia za swoje dotychczasowe miłosne ekscesy. W tym artykule przekonamy się, że nie to złoto, co się świeci, a miłość nie zawsze jest gwarantem szczęśliwego i spokojnego życia.

listy do Marysieńki
Marysieńka
 
    Opierając się w dalszym ciągu na listach Sobieskiego do Marysieńki, poznamy za chwilę, że pomimo tej ogromnej i niesłabnącej miłości do żony, nie sposób nie zauważyć, że to małżeństwo do wymarzonych nie należało. Jak sam wypomina żonie, w listach wyznaje mu miłość i oddanie, a gdy w końcu Los pozwoli im być razem, wtedy od razu jest chora, smutna i niedysponowana. Ledwo co wyjedzie on z domu, nagle cudownie ozdrawia i staje się wesoła. Co to za miłość i bliskość, gdy spędzając noc razem, żona przystawia sobie krzesła do łóżka, aby jak najdalej odsunąć się od męża...

     Nie można z tych wszystkich zarzutów i oskarżeń podnoszonych przez Sobieskiego w listach do żony wnioskować, że było to małżeństwo nieudane, w końcu trwało ono długi czas, a rodzina co rusz się powiększała. Nie zmienia to jednak negatywnego odbioru tego małżeństwa, zwłaszcza zachowania żony, żeby przytoczyć jeszcze jeden z naprawdę wielu przykładów, że gdy wyjechała do ojczystej Francji chwilowo zamieszkać, to przestała używać nazwiska męża, wracając do swojego nazwiska panieńskiego.

     Długo by pisać na temat sprzecznych sygnałów wysyłanych przez żonę Sobieskiego, osławioną Marysieńkę, jaki i o prawdziwej kondycji ich małżeństwa. Zapraszamy do poniższego zestawienia, wyjątków z obszernych listów nazywanych popularnie „Listami do Marysieńki”.

Jan III Sobieski z rodziną
Jan III Sobieski z Marysieńką i dziećmi
 

Listy do Marysieńki

piątek, 20 stycznia 2017

Listy do Marysieńki – miłość wojownika

Pierwszy artykuł cyklu poświęconego Janowi III Sobieskiemu i czasów jemu współczesnych rozpoczynamy od tematu najbardziej znanego, czyli od ogromnej miłości naszego wielkiego władcy do swojej żony, Marii Kazimiery zwanej popularnie Marysieńką. Ta, dużo młodsza od niego wychowanica królowej Ludwiki Marii (żony Władysława IV Wazy, a później Jana Kazimierza), tak zawróciła mu w głowie, że przez długie lata uwielbiał ją nad życie.

Jan Sobieski i Marysieńka
Jan Sobieski i Marysieńka
 
    Znamienne w tej historii miłosnej jest to, że przed poznaniem Marysieńki Sobieski (wtedy jeszcze nie był nawet hetmanem) był znanym – jak sam przyznaje – kobieciarzem i nikt z jego otoczenia nie pomyślałby nawet o tym, że mógłby on złączyć się z jedną kobietą na stałe, rezygnując ze wszystkich pozostałych. Tak się jednak stało: nie tylko że zrezygnował z kobiet dla tej jednej jedynej, ale także – jak odczytujemy z jego listów – pozostawał jej wierny przez cały czas.

     Nieraz słyszymy, że Los (może Bóg) lubi płatać figle. Tak też było z kobieciarzem Sobieskim. Za swoje liczne podboje miłosne i luźny stosunek do głębszego uczucia względem kobiet, Los zażądał zadośćuczynienia, bowiem cztery dni po ślubie ojczyzna znalazła się w potrzebie (najazd wojsk tatarskich) i król wysłał Sobieskiego, aby bronił kraju. Czas rozłąki wydłużał się stopniowo, co też Sobieski w listach do świeżo poślubionej żony odnotowywał: „już pół roku jak się nie widzimy...”, by później już odliczać: „jesteśmy po ślubie trzy lata, a z tego razem ze sobą byliśmy raptem pół roku...”.

     Rozłąka z żoną i wymuszony przez to celibat (Sobieski jako praktykujący katolik nie dopuszczał możliwości zdrady małżeńskiej), jak i problemy z wojskiem tak dawały mu się w kość, że sam w listach przyznawał, że bardzo z tego powodu cierpi, przyrównując swój stan do pobytu w czyśćcu i wyrażając nadzieję, że Pan Bóg mu go po śmierci oszczędzi, bo już tutaj na Ziemi przez niego przeszedł. Więcej na temat problemów z wojskiem i innych problemów, z jakimi zmagał się nasz przyszły król, piszemy w trzeciej części tego cyklu, w artykule pt. „Jan III Sobieski, czyli poświęcenie dla Polski”.

     W następnym artykule pt. „Listy do Marysieńki, czyli nie wszystko złoto, co się świeci” przekonamy się, że i małżeństwo Sobieskiego, pomimo jego szczerej, wręcz przysłowiowej miłości, wcale nie było takie różowe i wspaniałe jak mogłoby się wydawać. Póki co, zachwycajmy się wyznaniami miłości mężczyzny, niezwyciężonego wodza i wojownika na polu bitewnym, którego zdobyła miłość do kobiety, jednej kobiety...

jak wyglądała Marysieńka
Marysieńka
 

Listy do Marysieńki – fragmenty

wtorek, 17 stycznia 2017

Historia z pierwszej ręki

Historia jako przedmiot szkolny nie cieszy się zbytnią popularnością wśród uczniów, a i pośród dorosłych osób niewielu jest takich, co to interesują się historią, choćby własnego kraju. Niechęć ta głównie wynika z doświadczeń szkolnych: daty, nazwiska, wydarzenia... Co w tym może być ciekawego? Zredukowana w ten sposób historia nikogo nie może zaciekawić.

Jan IiI Sobieski
Jan III Sobieski

Listy Jana III Sobieskiego

     W obecnym cyklu kilku artykułów poświęconych naszemu wielkiemu wodzowi i królowi Janowi III Sobieskiemu proponujemy historię od zupełnie innej strony niż tej, z którą stykamy się w szkole. Nie będzie tu suchych faktów, a daty czy nazwiska – jeżeli będą się pojawiać – będą tylko tłem historycznej opowieści. Kto tę opowieść będzie wiódł? Ano, sam Jan Sobieski... Dzięki zachowanym jego listom do żony, słynnej Marysieńki, wkroczymy bezpośrednio w ówczesny świat, w sprawy i problemy tamtych czasów, ale także lepiej poznamy samego autora. O tym wszystkim w szkole nigdy się nie dowiemy.

     Gorąco zachęcamy do lektury poszczególnych artykułów i przestrzegamy jednocześnie, aby nie zrażać się takim niepopularnym tematem jak historia czy opowieść o królu, który żył 400 lat temu. Warto zapoznać się z ich treścią, aby przekonać się, że historia może być ciekawa, a nawet fascynująca. Przekonamy się także o tym, że natura ludzka, w tym Polaka, przez te 400 lat nic się nie zmieniła, także, jeśli chodzi o sejm i klasę rządzącą. Wszelkie nasze wady narodowe były obecne i w tamtych czasach, i Sobieskiemu rzucano kłody pod nogi, a nawet szkalowano, choć dla kraju zrobił więcej, niż w tej chwili cała nasza klasa polityczna razem wzięta.

     Z uwagi na ogrom ciekawego materiału i wielowątkowość listów do Marysieńki, niniejszy cykl podzieliliśmy na kilka tematycznych części, aby lepiej ukazać prawdę tamtych czasów.

     Cykl poświęcony Janowi III Sobieskiemu rozpoczynamy od tematu najbardziej obecnego w świadomości społecznej, czyli od bezgranicznej miłości wielkiego króla do swojej żony, Marysieńki. Nie będzie chyba przesadą, jeśli powiemy, że po prostu stracił dla niej głowę. To zestawienie wielkiego woda i wojownika z do reszty zakochanym mężczyzną jest bardzo ciekawe i niezwykłe. W artykule pt. „Listy do Marysieńki – miłość wojownika” poznamy uczuciowy świat naszego króla.

Listy do Marysieńki
Marysieńka

 

Listy do Marysieńki


     W drugiej części cyklu pt. „Listy do Marysieńki, czyli nie wszystko złoto, co się świeci” przekonamy się, że pomimo bezgranicznej miłości Sobieskiego do żony, jego małżeństwo nie było najszczęśliwsze, żeby tylko wspomnieć o tym, że cztery dni po ślubie został przez króla wysłany na wojnę, na której z większymi lub mniejszymi przerwami przebywał wiele długich lat.

wtorek, 3 stycznia 2017

Program partnerski Złote Myśli – podsumowanie

W poprzednim artykule pt. „Reklamy AdSense na blogu” przedstawiałem podsumowanie swoich doświadczeń z reklamami AdSense, zapowiadając, iż w dzisiejszym artykule przedstawię podsumowanie swojej współpracy z programem partnerskim Złote Myśli. Myślę, że takie analizy statystyczno-finansowe przydadzą się Szanownemu Czytelnikowi do podejmowania swoich decyzji w związku z chęcią zarobienia choć kilku groszy na swojej działalności blogerskiej. Oczywiście moje doświadczenia nie mogą być dla nikogo wyznacznikiem, bo dużo jednak zależy od naszego zaangażowania, ruchu na stronie no i przede wszystkim targetu, czyli grupy docelowej (grupy odbiorców), co też z niniejszej analizy wyniknie.

program partnerski złote myśli
Promocja książek PP Złote Myśli w dolnej części jednego z moich blogów
 

Program partnerski Złote Myśli – opinia

     PP Złote Myśli to pierwszy program partnerski, z jakim nawiązałem współpracę, gdyż do książek jest mi najbliżej. Reklamy poszczególnych (wybranych przeze mnie) e-booków umieściłem na swoich czterech blogach, Chomiku oraz promowałem je w serwisie Zszywka.pl, na którym było spore zainteresowanie nimi.

     Moje pierwsze wątpliwości wzbudziła lista najlepiej zarabiających partnerów umieszczona w serwisie PP Złote Myśli (patrz ilustracja poniżej), z której wynikało, że poniżej 6-7 miejsca zarabiają oni w tygodniu po ok. 30 zł, co daje sprzedaż na poziomie 4-6 książek. W skali miesiąca, w najlepszym razie można by więc liczyć na ok. 100 zł. Nie jest to zachęcające, a na pewno jest to obdzierające z nadziei na duży dochód.


    Drugim sygnałem zapowiadającym moje niepowodzenie była informacja znaleziona w internecie na jednym z serwisów recenzujących programy partnerskie, który co prawda zaliczył PP Złote Myśli do wartych polecenia, jednak jako wadę tego programu podał fakt niskiej konwersji, czyli sytuacji, że niewiele osób z naszego ruchu na stronie kupi coś w tym serwisie.

     Pełny dostęp dla PP Złote Myśli dałem przez 3 miesiące na swoich blogach, w ciągu których nic nie zarobiłem, bo nikt nic nie kupił, ale myślę, że te 3 miesiące są wystarczającym okresem do sporządzenia analizy moich doświadczeń z tym programem.


Czy warto współpracować z PP Złote Myśli


     Swoją koncepcję promocji Złotych Myśli oparłem początkowo o duży baner na górze bloga kierujący do tego serwisu, ale prawie w ogóle nie generował on przekierowań na stronę Złotych Myśli, więc go usunąłem, wstawiając w jego miejsce 5 polecanych przeze mnie książek z tego serwisu. Miało to swoją dobrą stronę, gdyż promowały konkretny produkt, a poza tym nie były oparte na skrypcie, który często jest przez internautów blokowany, tylko były to zwykłe zdjęcia okładek podlinkowane do strony sprzedaży.

programy partnerskie
Promocja książek PP Złote Myśli w górnej części bloga

wtorek, 27 grudnia 2016

Reklamy AdSense na blogu

Jak rozmieścić reklamy na stronie


Swoją przygodę z zarabianiem na blogu rozpocząłem od umieszczenia reklam AdSense, które mój serwis udostępnia. Po kilkumiesięcznym okresie prób i zmian w ustawieniach reklam, w końcu wypracowałem takie ustawienia i rozmieszczenie reklam, które mnie satysfakcjonują.

reklamy adsense na blogu
Górna część bloga z reklamami AdSense i programu partnerskiego Ceneo
 
    Zasada mówi, że najlepiej umieszczać reklamy w tych miejscach, gdzie koncentruje się wzrok czytelnika, tak też zrobiłem. Pierwszy, długi baner umieściłem na samej górze, nad menu bloga. Lepiej pewnie byłoby umieścić go pod menu, bliżej wzroku czytelnika, ale wtedy menu by się za bardzo odsunęło i straciło swoją funkcjonalność. Zamiast tego, pod menu zamieściłem wąski pasek z reklamami tekstowymi, które nawet dobrze wkomponowują się w układ bloga, stanowiąc niejako kontynuację menu bloga.

     Można odnieść wrażenie, że reklamy umieszczone w szpalcie bocznej nie są zbyt skuteczne, gdyż jeżeli występują na stronie, to zazwyczaj właśnie tam. Internauci są już tak do tej praktyki przyzwyczajeni, że świadomie lub podświadomie ignorują je, nie mówiąc już o klikaniu. Nie zniechęciło mnie to jednak do umieszczenia reklamy AdSense i w szpalcie bocznej, na samej górze. Zawsze przecież można taką reklamę zdjąć.

     Po wykorzystaniu w sposób maksymalny górnego miejsca na blogu do umieszczenia reklam AdSense zwróciłem uwagę, że można jeszcze wykorzystać dolną część bloga, bo jak mówi powiedzenie: „jeść przecież nie woła...” – zamieścić, chociażby na próbę można.

     Skoro najlepiej umieszczać reklamy tam, gdzie kieruje się wzrok czytelnika, więc zastanowiłem się, gdzie on się koncentruje w dolnej części mego bloga. Wybór padł na miejsce, gdzie kończy się treść artykułu. Bardzo często tam znajduje się odnośnik do drugiej części artykułu, więc na pewno wzrok czytelnika tam się skoncentruje.

     Niestety, mój system blogowy w układzie bloga nie daje takiej możliwości, aby w sposób automatyczny umieścić coś zaraz po treści postu. Jest taka możliwość, ale nieco niżej, po wszystkich informacjach i komentarzach czytelników. Jest to miejsce zbyt odległe, zwłaszcza jeśli pojawią się jakieś komentarze pod artykułem, więc wcale mnie to nie satysfakcjonowało. Postanowiłem ręcznie wprowadzić kod reklamy w miejsce, gdzie kończy się treść artykułu, edytując kod html artykułu. Na szczęście w Bloggerze nie ma z tym problemu, mało tego: umożliwia on zapisanie sobie w ustawieniach szablonu postu i po kliknięciu potem w przycisk „Nowy post” szablon ten wczytywany jest do edytora. Dzięki temu ułatwieniu nie muszę z każdym nowym postem edytować kodu html i wklejać kod AdSense, choć oczywiście nie jest to problem. Szkoda tylko po prostu czasu. Ja akurat go poświęciłem i kod reklamy powklejałem we wszystkie prawie artykuły, jakie do tej pory napisałem. Pominąłem jedynie te artykuły, których ilość wyświetleń jest na poziomie minimalnym. Warto o tym zabiegu pamiętać, gdyż taki ręcznie wklejony kod będzie widniał tylko w nowo utworzonych postach, a w tych starych nie, a przecież są wśród nich artykuły, które generują – tak jak u mnie – po kilka tysięcy wyświetleń w miesiącu. Szkoda marnować ten potencjał...

reklamy na stronie internetowej
Baner AdSense w dolnej części bloga

wtorek, 20 grudnia 2016

Reklamy na blogu

Jak zarobić na blogu

W działalności blogerskiej przychodzi taki czas, kiedy właściciel bloga zaczyna myśleć o jakiejś finansowej satysfakcji z pracy, jaką wykonuje. Fajnie się pisze kolejne posty, fajnie jest, gdy blog jest ceniony i często odwiedzany, fajnie także czytać chwalące komentarze, lecz jeszcze fajniej byłoby, gdyby za swój stracony czas i zaangażowanie w prowadzeniu bloga coś realnego otrzymać. Niekoniecznie musi to być zdolność finansowego utrzymania się, bo jest to bardzo trudne, ale przynajmniej, żeby choć kilka złotych na swoje wydatki uzyskiwać, byłoby miło.

jak zarobić na blogu

Pierwszym kierunkiem, w jaki kieruje się wzrok blogerów to możliwość umieszczenia reklam na swoim blogu. Jeśli bloga prowadzimy na jakiejś platformie blogowej (Google, Onet, Gazeta.pl), to serwisy te umożliwiają umieszczanie reklam sobie dedykowanych. Często można umieszczać reklamy także innych firm, lecz wtedy sami musimy z nimi nawiązać sobie współpracę, co nie zawsze kończy się powodzeniem, z uwagi, chociażby na zbyt mały ruch na blogu – na przykład znany operator reklamowy AdKontekst przyjmuje tylko strony, na których generowanych jest miesięcznie minimum 5.000 odsłon. Jest to bardzo często bariera nie do przejścia dla małych blogerów.


Programy partnerskie i sieci afiliacyjne

Mając często negatywne doświadczenia z agencjami reklamowymi, które odrzucają nasz akces z powodu zbyt małego potencjału, drugim naturalnym kierunkiem uwagi blogerów są programy partnerskie i sieci afiliacyjne. Ich działanie podobne jest do funkcjonowania reklam, z tą jednak różnicą, że w programach partnerskich zazwyczaj wynagrodzenie otrzymujemy nie za samo umieszczenie reklamy, lecz za pomoc w sprzedaży produktu firmy. Za taką udaną transakcję bloger otrzymuje prowizję wynoszącą od kilku złotych (np. za książki) do prawie 200 (produkty finansowe).
 
Jako że początki dla blogera, zwłaszcza początkującego, są trudne, nie za bardzo wie co wybrać i czego może oczekiwać, stąd też w dwóch kolejnych artykułach przedstawiam podsumowanie swoich doświadczeń z reklamami AdSense oraz z programem partnerskim Złote Myśli. W obu artykułach przedstawię pokrótce analizę swoich doświadczeń, łącznie z odpowiednimi statystykami, aby Szanowny Czytelnik miał ogólne rozeznanie lub porównanie, czego może się spodziewać po umieszczeniu na swoim blogu reklam lub programu partnerskiego.






Ciekawe artykuły:
    
    Zapoznaj się z innymi artykułami. Przejdź do zakładki Spis artykułów.

poniedziałek, 12 grudnia 2016

Rozwiązania do krzyżówek matematycznych

<<-- Zacznij artykuł od początku

    Nadszedł czas prezentacji ostatniego postu cyklu poświęconego krzyżówkom matematycznym. Mam nadzieję, że nie okazały się one zbyt trudne.

krzyżówki matematyczne z odpowiedziami krzyżówki liczbowe z odpowiedziami

    Każdy, kto myśli o swoim rozwoju, nie tylko mentalnym, osobistym, ale także duchowym, powinien z chęcią podchodzić do wszelkiego rodzaju krzyżówek, zagadek i zadań logicznych, ponieważ ćwiczą one i rozwijają nasz mózg, a bez rozwiniętego mózgu niewiele uda nam się zrobić w swoim samorozwoju.
    Jeśli prezentowane w tym cyklu krzyżówki sprawiły trudność i zarzuciliśmy dochodzenie do właściwego rozwiązania, to wróćmy do nich. Choćbyśmy musieli cały tydzień główkować nad nimi, warto to zrobić, bo tylko w ten sposób mózg może się rozwijać. Nie da się inaczej zadbać o jego rozwój, jak nie zmuszając go do główkowania. 

     Z początku będzie nam trudno, ale tylko w ten sposób mózg, a za nim umysł, będzie mógł poznać rozwiązania nowych problemów, które w późniejszym czasie wykorzysta w naszym życiu w innych sytuacjach, także życiowych, bo główkowanie przyda się nam nie tylko w rozwiązywaniu krzyżówek, ale także w życiu prywatnym i zawodowym. Więcej na ten temat piszemy w artykule pt. „Krzyżówki matematyczne w rozwoju osobistym”, zachęcamy więc do jego przeczytania.

Moje e-booki

Kliknij w okładkę, aby przejść do strony książki

Przejdź do strony książki Przejdź do strony książki