środa, 15 marca 2017

Jak naprawić suszarkę do paznokci (lampę UV)

W tym artykule opiszemy sposoby naprawy typowej suszarki do paznokci zwanej też lampą UV. Aby przyśpieszyć proces suszenia lakieru do paznokci, kobiety stosują czasem tego typu urządzenia.

jak naprawić suszarkę do paznokci
Suszarka do paznokci
 

Opis działania suszarki do paznokci

     Po włączeniu zasilania uruchamia się automatycznie urządzenie, które świeci swoimi czterema świetlówkami UV. Przełącznik umieszczony z tyłu obudowy umożliwia wybór trzech wartości długości świecenia (suszenia): 120 sek., 180 sek. lub praca ciągła. Włącznik opatrzony nazwą „Time start”, także umieszczony z tyłu, pozwala na ponowne uruchomienie urządzenia: Kobieta wkłada dłoń z dopiero co pomalowanymi paznokciami, a lampy UV utwardzają lakier.

lampa uv naprawa
Tylna część suszarki z przyciskami sterującymi
 

Opis elektryczny suszarki


     W opisywanym przez nas urządzeniu możemy wyraźnie wyróżnić następujące bloki (rys. poniżej):

  • zasilacz beztransformatorowy,
  • układ czasowy (timer),
  • układ sterująco-wykonawczy,
  • świetlówki.
schemat suszarki do paznokci
Schemat suszarki do paznokci

    Napięcie sieciowe dochodzące do płytki ma typowy podział, jaki stosuje się w urządzeniach wykorzystujących zasilacz beztransformatorowy, czyli jedna żyła przewodu sieciowego traktowana jest jako masa napięcia obniżonego, a druga żyła, z jednej strony idzie bezpośrednio do układu wykonawczego (świetlówek), a z drugiej, poprzez dzielnik napięcia R1-R2 połączony z kondensatorem C3 idzie na prostownik złożony z diod prostowniczych D2, D3 i diody Zenera D1, ustalającej napięcie zasilania całej elektroniki na 6 V.

     Układ czasowy zbudowany jest na najbardziej znanym timerze, czyli 555. Odmierza on czas wysterowania triaka BT 134 blokującego zamknięcie obwodu dla świetlówek UV, inaczej mówiąc, odpowiada za długość świecenia świetlówek. 
     Jako że mamy do czynienia ze świetlówkami, w ich szeregu znajdują się stateczniki L1 i L2 wspomagające zapłon oraz warystor C6 zabezpieczający układ.

jak naprawić suszarkę
Elektronika suszarki

Jak naprawić zepsutą suszarkę do paznokci


     Budowa urządzenia jest bardzo prosta, więc nie ma zbyt wiele możliwości do zepsucia. Pojawiające się usterki możemy sprowadzić do czterech możliwości:

  • problem z zasilaniem,
  • problem z timerem,
  • problem ze sterowaniem,
  • problem ze świetlówkami.

     Zanim przejdziemy do opisu naprawy różnych usterek, zwracamy szczególną uwagę, że na płytce urządzenia, w różnych jej miejscach panuje napięcie sieciowe 230 V, należy więc bezwzględnie zachować ostrożność i – gdy urządzenie podłączone jest do prądu – nie dotykać palcami płytki ani od strony ścieżek, ani od strony elementów.

naprawa suszarki lampy uv
Rozkład elementów na płytce
 

Gdy suszarka nie działa


     Jeśli suszarka w ogóle nie daje oznak życia, nie reaguje na przyciski sterujące, to oczywiście pierwszą rzeczą, jaką powinniśmy zrobić, to sprawdzić bezpiecznik topikowy, czy jest sprawny. Jeśli jest sprawny, musimy sprawdzić kolejne punkty zasilania. Tutaj mamy dwie metody: albo posuwamy się od świetlówek do tyłu, w stronę wyłącznika sieciowego, albo odwrotnie – od wyłącznika sprawdzamy kolejne ważne punkty zasilania, kierując się w stronę świetlówek. Jeśli jest to wina zasilania (szeroko rozumianego), to zaraz się nam przyczyna usterki objawi.
schemat elektryczny lampy UV
Punkty zasilnia do sprawdzenia
 
    W jaki sposób rozpoznać na płytce te ważne punkty pomiaru? Najlepiej dzięki schematowi, ponieważ jednak go nie mamy i raczej nigdzie nie znajdziemy, pozostaje więc samemu rozrysować sobie płytkę, jeśli bez schematu nie za bardzo potrafimy sobie poradzić. Z dobrze opracowanym schematem wszystko stanie się w jednej chwili jasne.

     Skoro świetlówki w ogóle nie świecą, a nie wyglądają na spalone, więc najlepiej podążać od nich, cofając się w stronę wyłącznika sieciowego (patrz schemat powyżej). Sprawdźmy więc czy do świetlówek dochodzi napięcie (pomiar napięcia na zaciskach A1, A2). Powinno być napięcie sieciowe 230 V, a więc miernik musi być ustawiony na napięcie zmienne. Jeśli napięcie jest, oznacza to problem bądź ze świetlówkami, bądź ze statecznikami, bądź z przewodami łączącymi je. Czasem przewód może się upalić lub wyskoczyć z zacisku.

     Jeśli stwierdzimy, że żadnego napięcia nie ma, to przechodzimy do wcześniejszego ważnego punktu pomiaru, czyli do sterowania triaka. Aby zamknąć obwód zasilania świetlówek, triak musi się otworzyć i puścić prąd, a zrobi to tylko na polecenie sterownika, czyli w tym przypadku sygnału sterującego (+6 V) wychodzącego od timera (wyprowadzenie nr 3) zabezpieczonego rezystorem R3.

     Ponieważ nie wiemy, czy rezystor jest sprawny, należy sprawdzić napięcie przed nim (czyli na końcówce nr 3 timera) i za nim (wyprowadzenie sterujące triaka). Zwracamy uwagę, że właśnie weszliśmy w środek układu elektronicznego, więc przestawiamy miernik na napięcie stałe. Przed pomiarem, dla pewności naciskamy przycisk „Time start”, aby mieć pewność, że timer właśnie pracuje.

     Jeśli timer pracuje poprawnie, to na jego końcówce nr 3 pojawi się napięcie 6 V i takie też napięcie poprzez rezystor R3 wysteruje triak. Po odliczeniu ustalonego dla timera czasu działania (120 lub 180 sekund) zakończy on pracę, wyłączając napięcie sterujące triak (powinno być wtedy 0 V). Jeśli tak się stanie, mamy pewność, że timer działa poprawnie.

     Zakładając, iż w dalszym ciągu nie obserwujemy napięcia (tym razem 6 V prądu stałego), cofamy się dalej, do punktu D na schemacie, w którym powinno być napięcie stałe +6 V, jako napięcie zasilające elektronikę pochodzące z prostownika zasilacza. Jeśli go nie ma, sprawdźmy diody D2 i D3, które za to napięcie odpowiadają oraz sprawdźmy diodę Zenera odpowiadającą za to, aby było akurat te wymagane 6 V.

     W dalszym ciągu zakładając, że napięcia nie ma, a diody są dobre, musimy się znowu cofnąć i sprawdzić, czy w ogóle do układu dochodzi napięcie sieciowe 230 V. Ponownie więc przełączmy miernik na napięcie zmienne i dokonujemy pomiaru. Jeśli napięcie sieciowe jest, to musimy skontrolować pozostałe elementy zasilacza, prostownika, a także elementy timera – może któryś rezystor jest spalony albo może kondensator ma zwarcie do masy...

     Jeśli nie ma napięcia sieciowego w punkcie E, to musimy dowiedzieć się dlaczego. Sprawdzamy więc po kolei przewody, wyłącznik sieciowy, przewód zasilający itd.


Uszkodzony timer


     Problemy z zasilaniem mogą wynikać także z uszkodzenia układu czasowego, a więc nie tylko timera, ale także jego peryferii, np. zepsuty przycisk „Time start” – naciskamy go, ale nic się nie dzieje, bo przez swoje uszkodzenie nie przekazuje on informacji do timera.

     Jeśli w timerze dojdzie do zwarcia i napięcie zasilania pójdzie na końcówkę sterującą triakiem, to świetlówki będą świeciły ciągle, w ogóle się nie wyłączą.

     Inna możliwa usterka objawi się problemem z odmierzaniem czasu świecenia świetlówek. Mogą one świecić za krótko albo za długo w stosunku do tego, co było poprzez przełącznik (120/180 sek.) ustawione. Zazwyczaj odpowiadają za ten stan elementy wyznaczające stałą czasową, czyli rezystory R5, R6 z kondensatorem C2. Od ich wartości zależy jaki czas ma timer odmierzyć. Utrata części rezystancji lub pojemności przez te elementy spowoduje automatycznie zmianę odmierzanego czasu.

     Jako że timer jest wykonany w technologii scalonej, więc i on sam może ulec uszkodzeniu. Wtedy ani nie będzie odmierzał czasu świecenia, ani nie będzie wysterowywał triak, a więc świetlówki nie będą świeciły.

     W przypadku gdy świetlówki nie świecą, a timer jest zasilany poprawnym napięciem 6 V, jednak na końcówce nr 3 w żadnym przypadku nie pojawi się napięcie sterujące, to można przypuszczać, że uszkodzeniu uległ właśnie timer.


Zakończenie


     Jak mogliśmy się przekonać z niniejszego artykułu, warto czasem rozrysować sobie schemat naprawianego urządzenia, bo od razu zmienia się nam ogląd sytuacji. Nie błądzimy jak przybysz w obcym mieście, ale mając w ręku mapę (schemat), pewnie zmierzamy do celu.

     W zależności od konkretnego przypadku różnie będziemy postępować. Jeśli w jakimś punkcie napięcie jest właściwe, a w kolejnym już nie, to wiadomo, że usterka musi być gdzieś pomiędzy tymi punktami. Trzeba więc rozejrzeć się dookoła i posprawdzać znajdujące się tam elementy. Pamiętajmy, że nie muszą być one całkowicie uszkodzone, mogą tylko w części utracić swoje właściwości, więc musimy je ocenić czy ich faktyczna rezystancja lub pojemność (w przypadku rezystorów i kondensatorów) odpowiada tej, którą mają podaną na sobie w oznaczeniu. Jeśli za bardzo odbiegają od normy (10-20%) należy je wymienić na inne i sprawdzić, czy coś pomogło, jeśli nie to szukamy dalej.

     Zobacz poniższy filmik, jaki przy okazji tego artykułu przygotowaliśmy. Zawiera on więcej fotografii obrazujących temat tego artykułu, które mogą Ci się przydać.

     Subskrybuj także nasz kanał na YouTube, aby nie przegapić innych pomocnych filmików.






Ciekawe artykuły:

    
    Zapoznaj się z innymi artykułami. Przejdź do zakładki Spis artykułów.

wtorek, 7 marca 2017

Jak naprawić modem internetowy

Modemy internetowe na USB podłączane bezpośrednio do laptopa czy komputera cieszą się od zawsze dużym zainteresowaniem z uwagi na małe rozmiary, łatwość podłączenia i ich mobilność. Bez problemu możemy je wyjąć, powiedzmy z laptopa i podłączyć do komputera znajomego.

jak naprawić modem internetowy
Modem Huawei E 3131
 
    Czasami zdarza się, że mobilne modemy internetowe przestają działać. Głównym źródłem problemów jest złe obchodzenie się z modemem lub po prostu jego użytkowanie. W artykule tym poznamy sposoby usuwania najczęstszych problemów z takim modemem.


Modem internetowy nie działa

     Jedną z najczęstszych usterek mobilnego modemu internetowego jest wykrzywienie jego wtyku USB. Doświadczają tego głównie użytkownicy laptopów, którzy biorą go na kolana, nierzadko siedząc jeszcze w łóżku i przy zmienianiu pozycji siedzenia nieuważnie przekrzywią laptopem na stronę, gdzie podłączony jest modem i ten, zablokowany przez podłoże (nogę, pościel itp.) wykrzywia się w najsłabszym miejscu, czyli na łączeniu wtyku USB do reszty modemu.

     Próba wyprostowania tak wykrzywionego modemu nie zawsze kończy się powodzeniem, tzn. modem, choć wyprostowany nie działa. Zanim opiszemy sposoby naprawiania tego problemu, przedstawiamy drugą z najczęstszych usterek tych modemów mianowicie, pomimo tego, iż modem nie został wykrzywiony, także przestaje w którymś momencie działać lub działa, ale źle – często się rozłącza, trzeba podkładać różne papierki pod niego, bo nie w każdej pozycji chce działać itp., jednym słowem: coś w nim nie łączy.

elektronika modemu internetowego
Płytka modemu
 

Jak naprawić mobilny modem internetowy


     Wszystkie opisane przez nas problemy z modemem wynikają ze złego połączenia jednego (lub kilku) styków wtyku USB. Przy wielokrotnym wkładaniu i wyciąganiu modemu z gniazda USB, nie zawsze prosto i delikatnie, wtyk ten poddawany jest naprężeniom, które w końcu doprowadzają do oderwania się styku od płytki.

wtorek, 28 lutego 2017

Odsiecz wiedeńska – brutalna prawda część 3

<<-- Przejdź do części 1

Nad przeprawą pod Strygonium, 21 X [1683]: O jakoć mi piękna rada, oswobodziwszy Węgry, odejść ich na zimę, zostawiwszy chleb komu inszemu (czemu by tu byli bardzo radzi), a prowadzić wojsko do Polski i wniwecz ją obrócić, albo w Ukrainę, gdzie pustynia i ziemia tylko goła! A cóż za krzywda, co za niewczas, co za niebezpieczeństwo tu zimować wojsko i tego zażyć chleba, który sobie szablą zakroili! Już ci mi wczora proponował p. ablegat, żebyśmy im ustąpili Węgier na zimę, a sami abyśmy poszli do siedmiogrodzkiej ziemi, do Wołoch i do Multan; znać, że mu ktoś komunikował tamtą polską radę. (...) Moje zdanie jest i było zawsze takie, że lepiej na wojnę nie jeździć, niżeli z niej prędko zjeżdżać, bo to nie po zająca do lasa ani po rybę do sadzu; ustąpić zaś teraz nieprzyjacielowi na piądź, to on postąpi za nami na wiosnę na łokieć. Tak starzy mawiali, że wtedy łyka drzeć, kiedy się drą. Tracono przedtem wiele ludzi i krai, chodząc zimie w Ukrainę, i daleko więcej niżeli teraz; a to dlatego tylko, żeby było wojsko polskie w Polszcze nie zimowało, i żadnego to nigdy nie czyniło efektu. Teraz zaś, za łaską bożą, nie tak: bo jakiż może być większy efekt, kiedy z całego prawie wypędzony tak potężny nieprzyjaciel królestwa odszedł, ustąpił wszystkiego i już się będzie miał czym bawić niemały wiek, odbierając to i naprawując, co stracił, nie myśląc o nowych conquetes [= podbojach]. Kto tedy to może pojąć, niech pojmuje, słucha i uczy się, a leda czego niech nie bzdurzą. Kiedy by na wojnie ludzie nie mieli umierać i głodu cierpieć, tracić, toby była wojna jedno co i pokój i nie myślono by też tu, jeno o balach, baletach, komediach, cadeaux [= prezentach], ruelach etc. Ale te rzeczy chciał mieć P. Bóg rozdzielone, a oraz i ludzie do tego podzielił, jednym doczesny plaisir, a drugim wieczną naznaczywszy sławę.


Po zdobyciu Strygonium, 28 X [1683]: Dla Boga, cóż też to za tak niebaczny człowiek, co Wci memu sercu takie rzeczy w głowę kładzie i onymi miesza i turbuje! Ja sobie mam uczynić w Polszcze des affaires, żem wprzód substancję, a potem zdrowie moje hazardował? Chciało się im ligi – jam na nią pozwolił. Wyprowadziłem wojsko bez pieniędzy i kosztu rzeczypospolitej; nie wprowadzam im wojska na zimę (czego się oni najbardziej obawiali); nakarmiłem naród ten i sławą, i zdobyczą. Że ludzie umierają? Bo się na to rodzą! Konserwować trzeba wojsko, i nic nad to pewniejszego, ale na wojnę, nie na wiosnę; bo wiosna może być bez wojny, a okazyj wojennych, które takie drugie i w tysiąc lat się nie trafią, dla konserwacji opuszczać się nie godzi. Pisze ta cyfra [= zaszyfrowany list], że drudzy odeszli, czemuż i ja nie miałem odejść, comme avec les troupes auxiliaires [= podobnie jak w przypadku oddziałów pomocniczych]. O, wielkaż to dyferencja mnie od drugich! Naprzód, że to jest nasz interes wojować z tym nieprzyjacielem, który by nas w Polszcze wojował, gdyby tu nie miał zabawy gdzie indziej, nie w swym kraju. Druga, że żaden tak solennej nie czynił przysięgi przez kardynałów protektorów w ręku Ojca św. nie odstępować jeden drugiego. Trzecia, że cesarz bardzo by rad tej okazji, boby się teraz zgodził z Turkami fort avantageusement [= z korzyścią] na swą stronę. Czwarta, że mnie wojska chrześcijańskie obrały leur generalissime [= ich generalissimusem], i choćby polskie odeszło wojsko, ja bym pewnie był z cesarskim, bawarskim i innymi kończył kampanię: oto i teraz, kiedy tu na tej stronie Dunaju stało wojsko nasze, generałowie wszyscy prosili mię, abym ja tylko osobą swoją przeniósł się do nich, nie potrzebując turbacji wojska polskiego.

Nad rzeką nazwaną Ipol, pode wsią Szage, 5 XI [1683]: Pierwej napisałaś mi Wć, que je me ferai des affaires [= że będą moje interesy], na com już szeroce odpisał; teraz zaś, że tam krewni narzekają, że tu swoich potracili nie na usłudze ojczyzny, ale na jakiejś ci mojej prywacie. A cóż też już nad to może być cięższego i nieznośniejszego wyprawić kogo na wojnę, kazać mu hazardować [= ryzykować] zdrowie, życie i substancję, a potem mu kazać odpowiadać, kiedy kto umrze albo z konia spadnie, i jeszcze kłaść kalumnie na poczciwość czyją i mieszać interes, który że żaden nie jest i nie był, świat to widzi i widzieć będzie! Chyba że się to kto jeszcze urąga, widząc, com ja uczynił, a co dla mnie! Aleć ja, da P. Bóg, myślę temu wszystkiemu i sobie taki uczynić koniec i pokój, jaki jeszcze w imaginacji [= wyobraźni] podobno nie był ludzkiej. Cóż czynić, kiedy przeciwko wodzie trudno pływać; ale że się szerzyć więcej nie godzi w tej materii, na tym stanąć przyjdzie.





Ciekawe artykuły:

    
    Zapoznaj się z innymi artykułami. Przejdź do zakładki Spis artykułów.

czwartek, 23 lutego 2017

Odsiecz wiedeńska – brutalna prawda część 2

<<-- Przejdź do części 1

Wczora po południu posyłałem mon capitaine [= mojego kapitana] Okar do księcia lotaryńskiego, pytając się, co wzdy już uradzili, co czynić dalej będziemy, gdyż konie nasze już dalej nad sześć dni nie wytrwają, a jeśli deszcz, uchowaj Boże, nad trzy; jakoż to jest tak pewna, jako że słońce świeci. Nigdyśmy w tak złym nie byli razie: kieby nas był obóz turecki nie posiłkował obrokami, już byśmy byli wszyscy zostali pieszo. Takie to jest nieszczęście, że drobiny słomy nie dostanie ani takiej trawy, co by się gęś na niej pożywić mogła; ziemia tylko sama czarna została od wielkości wojsk pogańskich, a będzie jeszcze tego mil kilkanaście, jeśli nie uczynią miłosierdzia, że nam na Dunaju nie postawią mostu, abyśmy jako najprędzej w kraj nieprzyjacielski wniść mogli, gdzie pożywienia dosyć. Oni nas zaś zwłóczą ode dnia do dnia, a sami wszyscy w Wiedniu siedzą, zażywając tychże podobno swych gustów i plezyrów, za które ich P. Bóg sprawiedliwie karać chciał. Tedy tego księcia lotaryńskiego zastał u komendanta wiedeńskiego, gdzie jedli i pili; obadwaj go dosyć na zimno przyjęli i z ni z czym odprawili, sprzeczając się tylko, że „wy bierzecie prowianty”, których oko tu niczyje nie widziało ani o nich ucho słyszało. Nasłuchał się tam różnych dyskursów, mów pełnych niewdzięczności. Na ostatek, że Polacy cisną się dla pożywienia do miasta, aby z głodu nie umierali, postanowił komendant już ich dziś nie puszczać i kazał na nich ognia dawać; a to za to, że któryś strzelił w bramie, co mu konia wydzierano. Jam teraz tam posłał ks. Hackiego, jezuitę, zabierając chorych, i aby ich wykupił gospody, a potem aby najął pod nich statek i aby ich za nami wodą spuścił pod Preszburk. Ja dla rzeczy moich ledwom się wprosił do oo. jezuitów, i to osobnego na nie nie chcieli dać miejsca ani pod rejestrem odbierać; tak się tedy to na bożą zostawiło łaskę.
     Raczże to tedy Wć moje serce wszystko opowiedzieć jmci ks. nuncjuszowi: jeżeli za taką naszą akcję, gdzie tak wiele zacnej trupem padło szlachty, powinniśmy odpadać od koni, a potem być pośmiewiskiem? Pisał ks. kardynał Bonvisius, że na sto tysięcy wojska na ośm dni przygotowany prowiant; a teraz nas zawiódłszy, suchym jeszcze na zgubę naszą patrzą okiem ani się tu nam nikt od niego nie odezwie. Bo co o rządców Cesarza JMci, ci by podobno i to nam radzi odjęli, co mamy. Druga rzecz: a cóż po tej Wiktorii [= zwycięstwie], kiedy w ziemie nieprzyjacielskie nie idą i nas wprzód zgubią, niżeli tam dojdziemy? Jesteśmy teraz tu właśnie jako zapowietrzeni [= zarażeni], nikt się do nas nie pokaże; a przed potrzebą przecisnąć się było w tak wielkich moich nie można namiotach. Wiemy, że Ojciec św. daje, że i sreber kościelnych nie żałuje, że i prywatni ludzie składają wielkie sumy – a na cóż się to zejdzie? By też i dano potem, już te konie, co pozdychały i pozdychają, pewnie nie zmartwychwstaną. Bóg widzi, że i człowiek umiera tysiąc razy na dzień, uważając tak szczęśliwe okazje, pogody tak śliczne; bo tu gorąca teraz daleko większe niżeli u nas podczas kanikuły. Cokolwiekeśmy hazardowali [= ryzykowali], uczyniliśmy to wszystko w nadzieję obietnicy Ojca św., a teraz żałośnie nam tylko wzdychać przychodzi, patrząc na ginące wojsko nasze, nie od nieprzyjaciela, ale od największych, którzy by nam być powinni, przyjaciół naszych.
     Przyjechał też p. Giza z Absolonem do mnie od Tekolego, który by wszystko na mnie uczynił i na słowo moje. Daję o tym znać cesarzowi. Ichmość nie dbają, widzę, teraz już na nic; znowu się do dawnej wrócono pychy i podobno tego, że jest nad nami P. Bóg, nie uważają. Ja się dziś dalej ruszam lubo w takiż jeszcze albo i większy głód, ale przynajmniej dlatego, aby się oddalić od tego Wiednia, gdzie do naszych strzelać postanowili; i posyłamy tam pod miasto i chorych zbierać i zdrowym i żywności tam potrzebującym zjeżdżać, aby zaś do jakiej nie przyszło kontuzji. Kiedy się tam różni żołnierze przy bytności Okara skarżyli księciu lotaryńskiemu, że tego w bramie odarto albo wóz rozbito, albo konia wydarto, to na to nic, tylko: „Poznawaj sobie!” Co moment przybiegają towarzystwo z płaczem, jako im ich rabują mijające Wiedeń a za nami idące wozy. W koniach powodnych [= zapasowych] wielką ponoszą i w rynsztunkach szkodę. Stoimy tu nad tymi brzegami dunajskimi, jako kiedyś lud izraelski nad babilońską wodą, płacząc nad końmi naszymi, nad niewdzięcznością tak nigdy niesłychaną i że tak dogodną nad nieprzyjacielem opuszczamy okazję.
(...)
Naszych stąd siła się napiera nazad i zatrzymać to będzie z trudnością. Jedni z srogimi zdobyczami wymykają, drudzy dla głodu koni (bo co dla siebie, nabraliśmy u nieprzyjaciela dosyć pożywienia), trzecim się przykrzy wojna, czwarci mają różne sprawy, potrzeby.
     PS [18 IX 1683]:
Między rzeczami cudownymi i ta tu niemniejsza, że jesteśmy tu jako błędni jacy. Spodziewaliśmy się, że to tak należało, że się mię spytają albo spytać każą, jako dalej prowadzić tę wojnę; aliści ani pytano, ani przysłano. Gdyby powiedzieli, że nas nie potrzebują, a sami robić co przynajmniej z swej chcieli strony, tobym ja gdzie poszedł urwać też co na swą stronę, Adio, adio, cor mio! [= Adio, adio, moje serce!] O nieprzyjacielu nie mamy innej wiadomości, tylko że ucieka prosto tą drogą ku Beligradu (gdzie ich cesarz) dniem i nocą, rzucając wszystko po przeprawach.

poniedziałek, 20 lutego 2017

Odsiecz wiedeńska – brutalna prawda część 1

Przyszedł czas na ostatni artykuł cyklu poświęconego Janowi III Sobieskiemu opartego na listach do Marysieńki. Niestety, znowu będzie on zasmucający, chociaż po wątku krajowym opisanym w artykule pt. „Jan III Sobieski – poświęcenia dla Polski” jest drugim z ciekawszych wątków tego cyklu.

sobieski i odsiecz wiedeńska
Jan III Sobieski
 
    W poprzednim artykule („Odsiecz wiedeńska oczami Sobieskiego”) zapoznaliśmy się z relacją naszego króla z jednej z najważniejszych bitew dla całej Europy, zwanej powszechnie odsieczą wiedeńską. To jedna z najjaśniejszych i najchwalebniejszych kart historii naszego oręża. Jednak, jak to w życiu bywa, jest i ciemna strona tej historii.

     Nikt dzisiaj, ani nawet wtedy nie umniejszał zwycięstwa polskiego wojska w bitwie wiedeńskiej. To Polacy wzięli na siebie główny ciężar walki i to Polacy przepędzili islamskich Turków z całej Europy.

     Wydawać by się mogło, że wdzięczna Europa nosiła na rękach naszych żołnierzy z wodzem Janem II Sobieskim na czele w podziękowaniu nie tylko za uratowanie Wiednia, ale i całej Europy od islamskiego zalewu. Niestety, po pierwszej radości, jaka wszystkich ogarnęła, możnowładcy zachodni pokazali swoją prawdziwą twarz i co naprawdę myślą o Polakach, nie pierwszy i nie ostatni zresztą raz. Być może wynikało to z zawiści, że to nam przypadła w udziale chwała, chociaż przeciwko wojskom tureckim stanęła połączona wielonarodowa armia. Czy to jednak nasza wina, że Turcy uderzyli na nasze skrzydło i zanim lewe (niemieckie) skrzydło tej potężnej i rozłożystej armii dotarło do naszych wojsk, było już po wszystkim... Turcy w popłochu zaczęli uciekać przez Węgry w stronę swojej ojczyzny, a Sobieski ruszył w pościg za nimi, słusznie argumentując, że jeżeli teraz ich nie dobije, to w następnym roku znowu powrócą.

     Po zwycięstwie pod Wiedniem w naszych relacjach z zachodnimi partnerami wiele się zmieniło, i to na gorsze. Okazywano nam pogardę, obojętność... Gdy Sobieski ruszył za uciekającymi Turkami, sprzymierzeni ruszyli ze wsparciem wojskowym za nim... z kilkudniowym opóźnieniem i zawsze pozostawali w tyle za naszym wojskiem, stąd też to właśnie w naszym wojsku były największe straty – bo to my przede wszystkim biliśmy się z wrogiem. Można nawet powiedzieć trochę przesadnie, że wojska sprzymierzone biły się naszymi rękami...

     O nieprzychylności, a wręcz wrogości zachodnich partnerów Sobieski szybko się przekonał, gdy żołnierze umierali z chorób, a konie padały z braku paszy. Pieniądze, które papież przekazał na utrzymanie tej armii, nie docierały do nich... Wielu chorych i rannych żyłoby, gdyby rajcowie mijanych po drodze miast nie odmawiali przyjęcia ich do szpitala, mało tego: nie pozwalali nawet pogrzebać tych żołnierzy, którzy w drodze zmarli. A było ich sporo... Totalna niechęć dla – jakby nie było – wyzwolicielskiej armii. Równie ciężko było zdobyć nocleg dla żołnierzy, a nawet samego Sobieskiego. Za wszystko żądali horrendalne kwoty. Dochodziło do tego, że jawnie atakowano nawet dworzan Sobieskiego, którzy szli kilka kroków za nim. Taka oto wdzięczność spotkała oswobodzicieli Europy.

     Niechęć mieszkańców mijanych miast to nie jedyny problem, z jakim zmagał się Sobieski. Dochodzą do tego jeszcze liczne ucieczki naszych żołnierzy do kraju, którym odechciało się już walczyć, a także głosy z Ojczyzny nawołujące go do powrotu i krytykujące wszystko, co do tej pory zrobił. Polskie piekiełko otwarło się na nowo. Pojawiły się nawet oskarżenia, że Sobieski wziął z kraju wojsko i ruszył pod Wiedeń na jakąś swoją własną prywatę, tylko jaką?

     Zachęcamy do przeczytania poniższych smutnych relacji uczynionych ręką Sobieskiego, szkoda, że smak jego zwycięstwa był gorzki, ale historia pamięta mu, że pomimo tylu przeciwności to właśnie on, Jan III Sobieski uwolnił Polskę i całą Europę od okupacji tureckiej i zalewu islamu.

Po odsieczy wiedeńskiej...

piątek, 17 lutego 2017

Odsiecz wiedeńska oczami Sobieskiego część 3

<<-- Przejdź do części 1

Przeciwko Strygonium pod Parkanem, 10 X [1683]: O jako to dobry P. Bóg, moja jedynie kochana Marysieńku! Za małą konfuzję dał większe zwycięstwo niżeli pod Wiedniem. Nie ustawać Mu tedy dziękować, przez miłość moją, i ustawicznie nie przestawać prosić, aby i dalej pokazał miłosierdzie nad ludem swym. (...) Jam za łaską bożą zdrów po wczorajszym zwycięstwie, jakoby mi dwadzieścia lat nazad się wróciło; ale tamte dwie nocy dały mi się w znaki, najbardziej żałując sławy narodu naszego. Ale się to wszystko za łaską bożą poprawiło i Niemcy jako znowu wychwalić się nie mogą, lubo już byli poczęli mówić: „A Polacy, Polacy, nie godniście takiego króla! A odstąpiliście go!” Ale żołdaci niebożęta w regimentach pieszych, kiedy im dano znać, że ja już nie żyję, krzyknęli na oficerów swych: „A cóż już i po nas, kiedyśmy ojca stracili! Prowadźcie nas, niech tam pomrzemy wszyscy!”
(...)
Już teraz, kiedym z łaski bożej zdrów, oznajmię Wci sercu memu, że mię tak potłukli byli uciekający, to zbrojami, to karwaszami, że w kilku miejscach ciało moje było jako najczerniejsze sukno. Nieboraka wojewodę pomorskiego znaleziono bez głowy. Nikogo zdrajcy żywcem nie biorą, dlatego też i nasi teraz im nie folgują i mało żywcem biorą.
     Już się tu z nami śmierci tak spospolitowały, iż nie patrzymy na nic, jeno na śmierć swoich albo nieprzyjaciół. Mnie prawie wszyscy chłopcy poginęli.
(...)
Co dalej czynić będziemy, po podziękowaniu P. Bogu za tak wielką a nam niegodnym daną łaskę będziemy mieli radę. Ale to trefna, że nazajutrz po ten konfuzji, kiedym się radził swoich, co dalej czynić, większa część już wiodła do tego, żeby nazad ustępować, a potem do Polski z niesławą. Jam im odpowiedział, że „tę radę w was strach sprawuje”, że „lubo wojsko wczora podrwiło, jutro się poprawi, bo to nie nowina; posłuchajcie Niemców, którzy że nie strwożeni, toteż i ich consilium nie będzie trwożliwe”.
(...)
Rzecz dziwna, że we czwartek, kiedyśmy szli do nieprzyjaciela, tedy pies jakiś czarny bez uszu ustawicznie nam zachodził drogę, którego odegnać nie możono; orzeł przy tym czarny jakiś przyleciał nad nas niziusieńko i poleciał w tył nas. Teraz zaś wczora naprzód gołąb biały upadał po kilka razy przed chorągwiami, a orzeł biały śliczny, obleciawszy nisko nade mną, prowadził mię do nieprzyjaciela.

Nad przeprawą pod Strygonium, 20 X [1683]: Tak tedy już wezyr za odejściem swym wszystkie porzucił królestwo węgierskie, które byli od kilkuset lat zawojowali Turcy; bo i to Strygonium, które dobywać mamy, jest już w ręku ich sto czterdzieści lat.

poniedziałek, 13 lutego 2017

Odsiecz wiedeńska oczami Sobieskiego część 2

<<-- Przejdź do części 1

W obozie pod wsią Szenauna gościńcu preszowskim nad Dunajem, mil trzy od Wiednia, [18 IX 1683]: Trzeba tedy o to mówić z ks. nuncjuszem, bo tu nie tylko rannych, ale i chorych srodze wiele. Wszystka się prawie starszyzna rozchorowała na dyzenterię i gorączki: nie z fruktów pewnie, bo tu ich nie masz, ale z srogiego niewczasu, z niejedzenia i z srogich gorąc, i że tylko piciem ludzie prawie pięć albo sześć dni żyli, mało sypiając, i to chyba na ziemi a pod niebem. Siła się ich też bardzo wraca, którym zabronić niepodobna, bo cale a cale tego niewczasu znieść nie mogą.
(...)
Trupów po drogach pełno, osobliwie przy jednej tu przeprawie położono ich do dwóch tysięcy, tak nasi, jako i chłopi z zameczków; nie możem tedy dotąd z tych zaraźliwych wyniść smrodów. Wojska cesarskie i inne niemieckie jeszcze się nie ruszyły za nami spod Wiednia. Jako dalej mamy continuer la guerre [= kontynuować wojnę], cale nie wiemy, bo tam sami radzą bez nas. Wczora miałem komplementy przez listy od posła hiszpańskiego i od księcia Anhalta, który jeszcze kończy swoje negocjacje z cesarzem imieniem księcia brandenburskiego.


Nad Dunajem, przeciwko samemu Preszburkowi, [24 IX1683]: U nas ludzi niemało poczęło mrzeć: jedni z ran i postrzałów, drudzy z tej nieszczęsnej dyzenterii. Jam tu kilka czajek kazał sprowadzić chorych z Wiednia do Preszburka, bo tu ludzie właśnie jako nasi, bardzo dobrzy, poczciwi i nam przychylni. Nie masz tu człowieka jednego, tak z panów starszyzny oficerów, jako i żołnierzów, aby go ta plugawa nie miała napaść choroba. Mnie P. Bóg z łaski swej jeszcze dotąd od niej zachował.

pod San Peter, 28 IX [1683]: Weszliśmy tu w ten kraj, gdzieśmy przecię dosyć pożywienia dla koni zastali; ale cóż po tym, kiedy zaś połowa nam prawie wojska choruje, a choruje na taką chorobę, która jest zarazą, podobna powietrzowi. Gorączka to jest, którą zowią węgierską, niby wnętrzna, z dyzenterią krwawą, przy tym wymioty i mdłości, et le delire [= i majaczenia]. Panowie wszyscy i znaczniejsi oficerowie leżą na pował w Preszburku, gdzie się zostali, i już umierać niemało ich poczęło; a co najdziwniejsza, że się wraca coraz ta choroba, choć kto i ozdrowieje. Już i towarzystwo, i żołdaci, i czeladź umierać poczęli.
(...)
Po wojsku siła bardzo pasów diamentowych. Nie możemy zrozumieć, co to oni z tym robili, bo tego cale sami nie zażywają; ale znać dla dam wiedeńskich, których się dostać spodziewali i one sobie stroić. Prawda, że w nich diamenty cienkie i zwierciadełka pod nimi, ale robota dziwnie piękna i rzecz przecię bardzo bogata. – W Wiedniu też tego okrutną rzecz czeladź poprzedała za lada co, bojąc się, żeby im byli panowie tego nie odbierali. Wezyr, kiedy przybiegł do swego namiotu, to kazał brać wszystkim swoim dworzanom i pokojowym po kilku worków i ci, co do nas pouciekali, to każdy z nich miał po dwa, po trzy tysiące czerwonych [złotych] i po koniu dobremu. (...) Skarb zaś w pieniądzach grubych gdzie się podział, tego zgadnąć trudno; bom ja pierwszy stanął u namiotów wezyrskich, a nie widziałem, żeby go rozrywać miano. Snadź albo był między wojsko rozdany, albo go było nie nadwieziono, albo go też przodem wyprawiono, ponieważ niektórzy Turcy, jako i tłumacz najpierwszy, poczęli jeszcze o czwartej po południu uciekać (jako jego pojmany powiada sługa), obaczywszy, że już wojsko nasze ku ich obozowi zbliżać się poczęło.

6 X [1683], na samym się ruszeniu ku Parkanowi: Co o zdobyczach, jeśli się dzielili w regimentach, o tym tu nie słychać. Szczęśliwy się to tylko zdobył, bo obozu i namiotów Turcy jeszcze bronili, pod gardłem zaś zakazano zsiadać z koni ani pieszym odbiegać od regimentów, bośmy się cale spodziewali, że się obróci na nas nieprzyjaciel, skoro obóz rabować zaczną i na łupy padną. Noc potem zaszła, jeden o drugim nie wiedział; w nocy tedy pozaświecali sobie tureckie świece i dopiero rabowali i zdobywali się, osobliwie ci, którym się trafiło, że mieli czeladź przy sobie albo ludzi takich, którzy by okupowali jaki namiot i wydrzeć sobie drugim nie dali. Gałeckiego największa zdobycz w wołach, o które drudzy nie dbali, on zaś je i brał, i skupował nazajutrz po taleru, a zbierał naczynia różne miedziane, mosiądzowe, które po obozie i do czwartego dnia leżały, i pospólstwo wiedeńskie najwięcej tego nabrało, jako i namiotów podlejszych, których nasi brać nie chcieli.

czwartek, 9 lutego 2017

Odsiecz wiedeńska oczami Sobieskiego cz 1

W poprzednim artykule pt. „Jan III Sobieski, czyli poświęcenie dla Polski” przechodziliśmy przez ciemności polskiego piekiełka, więc dla odetchnienia, w tym artykule zaprezentujmy jedną z jasnych kart naszej historii i wielkości naszego oręża, mianowicie odsiecz wiedeńską.

bitwa pod wiedniem sobieski
Bitwa wiedeńska
    Z uwagi na to, że niniejszy cykl nie jest rozprawą historyczną, stąd też nie będzie tu streszczeń bitwy czy podsumowania, skupimy się jedynie na relacjach samego Jana III Sobieskiego, który obszernie w swoich listach do Marysieńki relacjonuje to, co widział, przeżył i zrobił. Takiej wiedzy w podręcznikach szkolnych czy nawet książkach historycznych nie znajdziemy.

     Sobieski w swoich listach nie relacjonuje samej bitwy, tylko to wszystko, co działo się zaraz po zwycięstwie, jak wpadli do ogromnego obozu tureckiego rozłożonego przed murami Wiednia, jakie znaleźli tam wspaniałości itp. Możemy w ten sposób przenieść się w czasie i dotknąć pierwotną tkankę historii: żywych ludzi z ich żywym zachowaniem. Szczegóły podane w opisie pokolorują ten czarno-biały obraz znany z lekcji historii. To naprawdę wspaniała przygoda: dotknąć kawałka historii, jakby się tam było osobiście...

     W następnym artykule pt. „Odsiecz wiedeńska – brutalna prawda” przekonamy się o niewdzięczności Europy wobec nas, jej oswobodzicieli od najazdu tureckiego i zalewu islamu.

     Na razie zapraszamy do obszernych, choć mocno okrojonych przez nas z braku miejsca, relacji Jana III Sobieskiego z pobytu pod Wiedniem.

sobieski wiedeń bitwa
Bitwa pod Wiedniem
 

Odsiecz wiedeńska

Z gór Kalenberg 12 IX [1683] (w drodze pod Wiedeń), o trzeciej przede dniem: To tu tylko cudowna, że tu już od dwudziestu sześciu godzin panuje taki wiatr, a właśnie prosto w oczy nam od nieprzyjaciela, że się ludzie na koniach ledwie osiedzieć mogą. Właśnie na nas spuścili les puissances aeriennes [= moce powietrzne], bo wezyr ma być wielki czarownik.

Moje e-booki

Kliknij w okładkę, aby przejść do strony książki

Przejdź do strony książki Przejdź do strony książki