Opis usterki:
W gniazdku w kuchni brak prądu, chociaż próbówka pokazuje, że faza jest. Sprawdzamy próbnikiem dwubiegunowym i mamy potwierdzenie. Zamiast napięcia 230 V próbnik wskazuje 60 V. Wniosek: brak zera – zapewne upaliło się w gniazdku lub gdzieś po drodze. Banał. W gniazdku nie stwierdzamy upalonego zera, a ponieważ cała ściana jest w kafelkach, nie ma możliwości dostania się do puszki łączeniowej. Ciągniemy więc z pobliskiego gniazdka działające zero i podłączamy zamiast tego, co było. Zadowoleni z szybkiego rozwiązania problemu włączamy prąd, sprawdzamy i okazuje się, że nic się nie zmieniło. Brak prądu w gniazdku, chociaż próbówka wskazuje fazę, a zero (działające) doprowadziliśmy z innego gniazdka. Zaczyna się więc analiza problemu.
Miejsce usterki:
Blok mieszkalny z lat 60. Instalacja oryginalna, czyli aluminiowa, dwużyłowa, częściowo zmodernizowana w kuchni – niektóre przewody do gniazdek wymieniono na miedziane.
Analiza i naprawa usterki:
Pierwsze co powinno zwrócić naszą uwagę to fakt, że gdyby to rzeczywiście upalone było zero, to wtedy próbówka zaświeciłaby się w obu dziurkach gniazdka, bo na żyle zerowej zaindukowałby się prąd z pobliskiej żyły fazowej.
Doprowadzenie do gniazdka działającego zera nic nie pomogło, zatem uwagę naszą zwraca faza. Ignorujemy informację uzyskaną z użycia próbówki i potwierdzamy obecność oryginalnego zera w gniazdku. W tym celu dokonujemy bezpośredniego pomiaru próbnikiem dwubiegunowym między odłączoną wcześniej żyłą zerową w gniazdku a działającą fazą w pobliskim, sprawnym gniazdku. Próbnik wskazuje 230 V. Mamy więc pewność, że zero w awaryjnym gniazdku jest dobre. Wniosek stąd, że problem jest z fazą, pomimo tego, że próbówka się zaświeciła. Opisywaliśmy już zresztą tę wadę próbówki w książce pt. „Porady praktyczne dla początkującego elektryka”. Próbówka nie wskazuje fazy jako takiej. Ona tylko wskazuje, że jest jakiś potencjał. Jak będzie to 20 V, to próbówka też się zaświeci. Warto o tym pamiętać.
Po podłączeniu z powrotem żyły zerowej do gniazdka i doprowadzeniu działającej fazy z pobliskiego gniazdka w końcu prąd pojawia się w gniazdku, do którego przyszliśmy na awarię. Analizując przypadek, dochodzimy więc do wniosku, że przyczyną awarii była przerwana lub upalona żyła fazowa, a to, co pokazywała próbówka, to był tylko potencjał indukowany na przerwanej żyle.
Na koniec dopowiemy jeszcze, że z badań eksperymentalnych wynika, że im dalej jest przerwanie żyły od miejsca pomiaru napięcia, tym to indukowane napięcie jest wyższe. W naszym przypadku próbnik wskazał zakres 60 V, co sugeruje miejsce usterki w odległości około jednego metra od gniazdka, a ponieważ puszka łączeniowa znajduje się w odległości półtora metra i w niej przewód miedziany od gniazdka był podłączony do instalacji oryginalnej, czyli aluminiowej, więc z dużym prawdopodobieństwem możemy wskazać miejsce awarii. Prawdopodobnie w puszce łączeniowej upaliła się faza na łączeniu, bo jak wiadomo od zawsze „miedź z aluminium się nie lubią” i lepiej ich ze sobą nie łączyć. Tak oto potwierdziła się stara prawda. Podłączając się z przewodem miedzianym do instalacji aluminiowej, generujemy przyszły problem z prądem lub awarię, które wcześniej czy później się pojawią. Tak mówi praktyka zawodowa i na jej podstawie tworzone są przecież zasady, którymi w elektryce mamy się kierować.
Artykuł pochodzi z mojej książki pt. "Elektryka w praktyce". Zapraszam na Stronę książki.
- Instalacja elektryczna w mieszkaniu bloku z lat 80.-90
- Terminologia (nie)elektryczna klientów
- Przyrządy pomiarowe i wskazujące w praktyce elektryka




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz